czwartek, 16 stycznia 2014

"Odwaga to nie brak strachu lecz panowanie nad nim"

Wędrówka po szlaku górskim wymaga odwagi. Ci którzy podejmują się wyzwania, często zjednoczeni w trudzie wchodzenia pod górę i wspólnym podziwianiu widoków są świadomi, że może nadejść moment, kiedy zmęczenie nie pozwala iść dalej. Nogi stają się ciężkie, każdy krok sprawia wiele trudności. Ludzie Ci są wiedzą, że to nie jest koniec podróży, że trzeba przecież iść dalej, skumulować siły, odpędzić niechęć i pokonać trudności…  Wszystko to się uda -  wysiłek oraz trud przynosi wielokrotną radość i satysfakcję - której nie odbierze nic.

Według jednej z definicji, odwaga to działanie mimo niepewności, mimo strachu, bez gwarancji sukcesu. Działanie bez widocznych rezultatów, wbrew naszym wewnętrznym obawom i przeszkodom.  A więc odwaga, to nie stan umysłu czy uczucie samo w sobie, odwaga ujawnia się w działaniu. Wtedy żyje i może się rozwijać.

Neurologia. Pacjent przywieziony zaraz po udarze niedokrwiennym. Nieprzytomny. Codzienna pielęgnacja, zmiana bielizny, mycie, karmienie, zastosowanie się do wskazań profilaktyki przeciwodleżynowej, podaż leków, transport na badania, wykonywanie badań podstawowych, rozmowa z rodziną, rehabilitacja, edukacja, komunikacja z pacjentem i rodziną, itd. - czyli całokształt naszej pracy jako pielęgniarek, aby przywracać zdrowie, utrzymywać je i pomagać w dążeniach do celów naszych pacjentów. Czy takie działanie pielęgniarki nie wymaga odwagi?

Moim zdaniem odwaga w pracy pielęgniarki jest niezbędną cechą potrzebną do profesjonalnego działania mającego na celu dobro pacjenta. Posługując się definicją przedstawioną powyżej możemy utwierdzić się w tym przekonaniu zadając sobie kilka pytań:
  •          Czy praca pielęgniarki zawsze przynosi rezultat?
  •          Czy jest to działanie pozbawione obaw i wewnętrznych przeszkód?
  •          Czy praca naznaczona jest strachem, niepewnością, bez gwarancji powodzenia?

Ale tak naprawdę, nauka przejawiania odwagi zaczyna się już na studiach. Śmiechem - żartem ale wiem co mówię - niekiedy takiej samej odwagi wymaga toaleta pacjenta jak i wykonanie pierwszego wkłucia dożylnego. Pierwsze praktyki, pierwsze starcie z nauczycielem, pierwsza sesja, pierwszy przeprowadzony wywiad z pacjentem, pierwsze krzywe spojrzenie podarowane od pielęgniarki z oddziału, na którym mamy praktyki, to tylko niektóre sytuacje zmuszające nas do wykazania się śmiałością. 

Praca pielęgniarek jest o tyle ciekawa, że nie mamy styczności ciągle z tymi samymi ludźmi, ciągle czekają na nas nowe sytuacje i doświadczenia - które mogą od nas wymagać odważnych postaw. Pielęgniarki, które obserwowałam na oddziale podczas wielu praktyk i które konstruktywnie potrafiły dyskutować z lekarzami, wykazywać swoje racje i  taktownie walczyć o swoje - są dla mnie bohaterkami (chodzi mi oczywiście o historie pokazujące, jak wygląda profesjonalizm i przekonywanie do swoich racji w sposób adekwatny do wysokiej kultury osobistej, a nie puste sprzeczki, nie niosące ze sobą jakichkolwiek korzyści). Czy takie zachowania nie wymagają odwagi?

Oczywiście sama odwaga niczego nie zmienia, potrzebna jest również wytrwałość. O co konkretnie chodzi? O samodyscyplinę w działaniu - jako fundamentalną cechę charakteru. Wytrwałość polega na tym, że działamy pomimo braku widocznych efektów, że robimy to co powinniśmy, zaplanowaliśmy bez względu na to czy nam się akurat chce czy nie chce. Zdajemy sobie sprawę, że kształtowanie odwagi jest zmaganiem bardzo trudnym - widzimy to po sobie. Nie da się znaleźć drogi na skróty, do tego aby być odważnym. Musimy robić to czego się boimy, obawiamy, co sprawia nam wewnętrzne trudności. Zacząć od małych rzeczy, stopniowo zmierzając do tych większych. Aby być odważnym trzeba też mieć poczucie własnej wartości. Mocno ugruntowaną wiarę w siebie. Życzymy wszystkim pielęgniarkom zmagającymi się z trudami tego zawodu aby "nie bały się być odważne", nie krępowały się walczyć o swoje w sposób wykazujący się mądrością i inteligencją. Bądźmy odważne, bo odwaga to klucz, który może w przyszłości otworzyć niejedne drzwi w polskim Pielęgniarstwie!

„Do wszystkiego, co czynisz potrzeba ci odwagi. Jakikolwiek kurs obierzesz, zawsze znajdzie się ktoś, kto ci powie, że idziesz w złym kierunku, zawsze pojawi się pokusa myślenia, że Twoi krytycy mają rację. By nakreślić kurs działania i zrealizować go do końca, potrzeba Ci odwagi żołnierza. Również czas pokoju posiada swe zwycięstwa, ale mogą ich zakosztować tylko ludzie odważni.” Ralph Waldo Emerson


Wędrówka po szlaku zawodowym wymaga odwagi. Ci, którzy podejmują się wyzwania, często zjednoczeni w trudzie wchodzenia pod górę i wspólnym podziwianiu efektów swojego wysiłku są świadomi, że może nadejść moment, kiedy zmęczenie nie pozwala iść dalej. Nogi stają się ciężkie, każdy krok sprawia wiele trudności. Studenci są świadomi, że samo ukończenie studiów  to nie jest koniec podróży, wiedzą, że trzeba przecież iść dalej, skumulować siły, odpędzić niechęć i pokonać trudności… Doświadczone Pielęgniarki zaś wiedzą, że wszystko to się uda bo  wysiłek oraz trud przynosi wielokrotną radość i satysfakcję - której nie odbierze nic. 

POBIERZ PLIK W PDF TUTAJ

czwartek, 9 stycznia 2014

Zakuć, zaliczyć, zapomnieć!

Gorączka złota to czas, kiedy duża liczba osób w tym samym okresie chciała lub musiała się szybko wzbogacić na terenach, gdzie odkryto złoża szlachetnych kruszców, szczególnie złota. Do różnych miejsc zaczęli wtedy przybywać poszukiwacze przygód, awanturnicy i zwykli ludzie, zwabieni mirażem łatwego majątku. Niektórzy z nich poszukiwali złota samodzielnie, inni organizowali wyprawy w głąb dżungli, jeszcze inni osiedlali się na już skolonizowanych obszarach, podejmując się rzemiosła lub prowadzenia interesów. To ci ostatni, co zresztą dla gorączek złota typowe, mieli się okazać wygranymi tej epoki.

Wiedza jest złotem. Jak przetrwać sesję albo jakikolwiek inny okres, w którym musimy przyswoić sobie dużą ilość materiału? Bardzo pomocna i ważna tutaj jest wiara w siebie oraz dobra organizacja. Musimy pamiętać, że przedmioty takie jak interna, chirurgia, pediatria czy podstawy pielęgniarstwa to nie jest łatwy do przyswojenia materiał!
Dla niektórych ciekawe są wszystkie z nich, a dla innych tylko niektóre. Niestety musimy przyznać, że w naszym (autorek) wykonaniu sposób jakim jest systematyczne uczenie się, trudno zastosować z powodu braku czasu. Ilość godzin jakie spędzamy na uczelni czy w szpitalu sprawia, że jedyne o czym marzymy przychodząc do domu, to czas wolny poświęcony sobie. Jednak musimy przyznać, że gdy wcześniej zgromadzimy wszystkie materiały łatwiej jest przysiąść do nauki. Nie należymy do osób, które siedzą nad książkami dniami i nocami ale też nie uważamy się za takie, które na wszystkie egzaminy chodzą z wielką nadzieją, że szczęśliwe zaliczą i wyjdą ze wszystkiego obronną ręką bez jakiegokolwiek wysiłku. Jeśli chodzi o takie przedmioty jak np. anatomia lub farmakologia to uważamy, że jeśli komuś udało się szczęśliwym trafem je zaliczyć, to z jednej strony gratulujemy szczęścia i polecamy udać się do najbliższego totolotka, ale z drugiej strony współczujemy przyszłym pacjentom tej osoby.

Pielęgniarstwo jest zawodem na którym ciąży wielka odpowiedzialność. Przecież żeby pójść i opiekować się kimś - trzeba mieć chociaż podstawę wiedzy z zakresu nauk medycznych. Oczywiście istnieją informacje, którymi jesteśmy zalewani przez znikomą liczbę godzin a wiedza zdobyta na niektórych przedmiotach tak naprawdę raczej się nam nie przyda – wtedy trzeba to po prostu przeboleć.

Spróbujmy teraz zatrzymać się na czytaniu tego tekstu i uczciwie chwilę pomyśleć: 
  • Czy każdemu koledze/koleżance, z którą studiuję poddałbym się pod opiekę? 
  • Czy każda moja koleżanka/kolega poddałby się pod moją opiekę? 
Sądzimy, że nie. Nie każdy nadaje się na pielęgniarkę czy pielęgniarza. Za każdym razem kiedy miałyśmy problem z przyswojeniem jakiejś wiedzy, która wydawała nam się po prostu bez sensu starałyśmy się nie zostawać z tym same. Może się to niektórym wydać zabawne, ale nieraz siedziałyśmy z przyjaciółkami na Skype ucząc się interny czy chirurgii. Razem po prostu jest lepiej. W godzinę wspólnie z przyjaciółkami umiałyśmy więcej niż w 3h samemu - litując się nad notatkami. 

Podsumowując, oto kilka praktycznych rad aby się zmobilizować i zmotywować do nauki:

1. Pomyśl o sobie. Nie siadaj do nauki w ostatniej chwili i z przymusu. Już dużo wcześniej nastaw się, że od danego dnia zajrzysz do książek.

2. Spróbuj znaleźć motywujący cel i poczuj go. Po co? Ponieważ nie wystarczy tylko wiedzieć „trzeba by przysiąść do tych notatek.” Ogromnym bodźcem jest silna świadomość korzyści, które nam przyniesie. Wyobraź sobie bardzo szczegółowo, jak się będziesz czuł, gdy osiągniesz swój zamierzony cel, chociażby zamiast uczenia się w kółko przez trzy lata tego samego co jakiś czas np. wartości ciśnienia w zależności od wieku - zrób to raz a porządnie. Druga korzyść to wolny tydzień podczas sesji poprawkowej.

3. Nudę pokonaj sposobami. Często musimy uczyć się rzeczy, które jak na złość naprawdę nie chcą wpaść do głowy. Pamiętam, że wielką trudność kiedyś sprawiało mi zapamiętanie po angielsku po kolei miesięcy: wrzesień, październik, listopad, grudzień. Szukałam sposobów, udało mi się je zapamiętać stosując skrót z pierwszych liter SOND – september, october, november, december.

4. Miej czas na odpoczynek. Dobrymi chwilami na przerwę jest np. obiad, zrobienie kawy czy herbaty lub inne stałe elementy naszego trybu życia.


5.    Nie polegaj tylko na sobie - najbardziej motywują nas przyjaciele. Poszukaj osób, które mogłyby Ci towarzyszyć lub Cię wspierać, dopingować, a nawet rozliczać z postępów. Przepytujcie się i mobilizujcie nawzajem.

6. Przede wszystkim pamiętaj, że SZCZEGÓLNIE GŁÓWNYCH PRZEDMIOTÓW nie uczysz się dla nauczycieli akademickich, oceny, rywalizacji. Uczysz się tego aby stać się profesjonalistą – po to są studia. Jeśli chcesz być profesjonalistą w tym co robisz i nie chcesz przynieść w przyszłości wstydu sobie i innym a szczególnie ZROBIĆ KOMUŚ KRZYWDY swoją niekompetencją ucz się tych najważniejszych rzeczy z tą właśnie myślą.

7. Informacje, które nie przydają się zbytnio w pracy i praktyce po prostu przebolej. Tak już jest, że często wymagają od nas tego co się kompletnie w przyszłości nie przydaje. Kto z Was po tylu latach nauki anatomii pamięta, że kanał pachwinowy nachylony jest względem więzadła pachwinowego pod kątem 15° ku dołowi i przyśrodkowo?

Gorączka nauki to czas kiedy duża liczba osób w tym samym okresie chce lub musi się szybko wzbogacić na materiałach potrzebnych do zdobycia dużej ilości wiedzy. Poprzez różne sposoby ludzie inteligentni, mniej inteligentni, leniwi, skrupulatni robią wszystko co w swojej mocy aby zaliczyć egzaminy zdobywając wiedzę idąc po linii najmniejszego oporu. Niektórzy z nich uczą się samodzielnie, inni organizują spotkania, inni stawiają na systematyczność, jeszcze inni wykorzystują metodę trzy razy "z" - zakuć, zaliczyć, zapomnieć. To ci ostatni, co zresztą dla gorączek wiedzy typowe, uważają się wygranymi tego wyścigu. Czy tak jest w rzeczywistości?

POBIERZ PLIK W PDF TUTAJ

wtorek, 3 grudnia 2013

Czy na dłuższą metę, jednostka wytrzyma bez stada?

Na pierwszych lekcjach historii w szkole podstawowej, uczyliśmy się o ludziach pierwotnych. Może pamiętacie? Nasi przodkowie żyli w gromadach, ponieważ zmuszało ich do tego życie. Może mieli mniej rozwinięty mózg niż my, ale doskonale wiedzieli, że wspólnie łatwiej będzie im polować i bronić się przed obcymi. Każdy miał określone zadania, każdy się o siebie troszczył, każdy wiedział gdzie jest jego miejsce. Problemy stada były problemami każdej jednostki i na odwrót. Za mieszkanie służyły im jaskinie, groty. Po udomowieniu bydła ludzie stopniowo zmieniali swój tryb życia z wędrownego na osiadły oraz zajęli się rzemieślnictwem i uprawą roli. Powstały pierwsze osady.

Tak jest do dziś. Człowiek rodzi się i zazwyczaj osiada w określonym miejscu. Uczy się żyć z innymi ludźmi w zgodzie, ponieważ wspólnie łatwiej przezwyciężać problemy, bronić się przed kataklizmami, stawać czoła zadaniom dania codziennego i dbać o własny rozwój.

  • Czy coś się z biegiem czasu zmieniło?
  • Czy ludzie zapominają o podstawach życia w społeczeństwie?
  • Jak rodzi się wrogość, oszustwo, chęci wzbogacenia na krzywdzie innych?

Lampki choinkowe
Na pewno wiesz jak wyglądają lampki choinkowe. Sznur żarówek, które nie mają żadnego defektu daje przepiękny widok. Wystarczy jednak, że zepsuje się jedna i cały łańcuch gaśnie. Czy nie jest tak samo w pracy? Brak jednej osoby w zespole terapeutycznym powoduje poważne konsekwencje w działalności całego zespołu. Dlatego ważne jest, aby każda osoba prawidłowo wykonywała własne obowiązki, bo tylko praca całego zespołu daje właściwy efekt w postaci zdrowego i zadowolonego pacjenta.


Służba Zdrowia to „wielka osada, w której ludzie wspólnie dbają o zdrowie i życie pacjentów”
Wielokrotnie każda z nas spotkała się ze słowami ogromnej wdzięczności pacjenta za wspólną czy samodzielną pracę. Nasza rola w mniemaniu pacjenta była niezastąpiona i bardzo pomocna w procesie leczenia. We współczesnym, holistycznym modelu opieki nad pacjentem, rola każdej osoby w zespole jest indywidualna i niezastąpiona. Wiem, że czynności lekarza są istotne tak samo jak rola pielęgniarki, jak rola fizjoterapeutki czy psychologa. 
  • Więc skąd bierze się podział? 
  • Który zawód jest ważniejszy, potrzebniejszy od drugiego? 
  • Kto dokonuje oceny? 
  • Pacjent? 
  • My sami? 
  • Lekarz? 
  • Czy inna osoba z zespołu? 

Każdy ma określone zadania i obowiązki. Tak samo jak lekarz nie będzie wykonywał pracy pielęgniarki, tak i ona nie będzie wykonywała pracy lekarza czy fizjoterapeuty. Kiedyś usłyszałam takie słowa: „Najważniejsze jest aby utrzymać dobry kontakt z pielęgniarką, bo ona jest skarbnicą wiedzy, której potrzebuję.” Jak myślisz kto to powiedział? Pacjent? Fizjoterapeuta? Psycholog? Dietetyk? Lekarz? A może jeszcze ktoś inny? To był lekarz. Jeśli więc i on ceni i dostrzega ogrom pracy pielęgniarki, to dlaczego są one dalej tak wykorzystywane? Dlaczego pensja roczna pielęgniarki czasami równa jest z miesięcznymi zarobkami lekarza? Dlaczego w zespole terapeutycznym czyli naszej osadzie, człowiek żeruje na drugim człowieku i potrafi z tym żyć? Już ludzie pierwotni wiedzieli, że w grupie jest siła... Ludzie współcześni nie potrzebują grupy, ważna jest tylko jednostka. Kształtujący się egoizm i pycha są podstawowymi warunkami ślepoty człowieka na cierpienie i wykorzystanie innych. Czy się z tym godzimy? A może niektórzy powinni się cofnąć do innej epoki?


Na ostatnich lekcjach historii w szkole podstawowej uczyliśmy się o człowieku współczesnym. Może pamiętacie? Ludzie współcześni żyją samotnie, ponieważ pojedynczo łatwiej jest się wzbogacić i rozwijać. Może mają bardziej rozwinięty mózg niż ludzie pierwotni ale dawno zapomnieli, że wspólnie lepiej będzie im osiągać cele i bronić się przed wykorzystywaniem. Każdy ma określone zadania, rzadko kto się o siebie troszczy, ludzie zapominają gdzie jest ich miejsce. Problemy stada są problemami każdej jednostki, ale problemy jednostki nie są problemami stada. Po osiągnięciu pewnego statusu społecznego, zmienili swój tryb życia z częściowo zamkniętego na całkowicie zamknięty. Powstały pierwsze podziały. Tylko czy na dłuższą metę, jednostka wytrzyma bez stada ?

POBIERZ PLIK W PDF TUTAJ

wtorek, 26 listopada 2013

O destruktywnej krytyce, reagowaniu na nią i problemach z praktykantami

Moje myśli powracają do początków studiowania. Założeń było wiele, celów jeszcze więcej, ale w porównaniu do rzeczywistości myślę, że nigdy nie spodziewałam się tego co, to znaczy studiować pielęgniarstwo. Rzeczywistość czasami tak bardzo różni się od przypuszczeń, które zakładamy, od myśli które nas nachodzą, od wiedzy teoretycznej, którą posiadamy. I tak zaczęło się… przeszliśmy anatomię, zajęcia od rana do wieczora, interesujące i mniej interesujące ćwiczenia oraz wykłady, pierwsze ścielenie łóżka pustego, zgodnie z zasadami, które w praktyce tak łatwe nie były, mimo, że nazwa wskazuje na prostą czynność wykonywaną codziennie. Pierwsze pobieranie krwi, ćwiczone na fantomach, pierwsze przewijanie lalek, które na pewno było ćwiczone w najmłodszych latach. Pierwszy rok studiów minął tak szybko, że nikt nie zdążył się przygotować psychicznie do pierwszych praktyk w szpitalu. Tyle teorii, ćwiczeń w pracowniach, aby przygotować nas na do pracy.

          
I stało sięO 5.30 pewnego pięknie zapowiadającego się poniedziałku w nerwach wstałam z łóżka, aby przygotować się na ten pierwszy dzień. Zasady od razu krążyły mi po głowie: delikatny makijaż, spięte włosy, krótkie, nie pomalowane paznokcie. Wszystko jest jak trzeba, wystarczy tylko wziąć torbę z uprasowanym mundurkiem i identyfikatorem i ruszamy w drogę. Pamiętam ten strach, to napięcie, ciekawość, które mi towarzyszyły. Pewnie pamiętacie sami?


Jedno wydarzenie pozostało głęboko w mojej pamięci i nie daje mi spokoju. Teraz, jak o tym myślę, uśmiecham się do siebie, bo wiem, że nie było w tym mojej winy. W środę, czyli trzeci dzień w szpitalu, Pani opiekująca się moją grupą, zarządziła, że w tym dniu będziemy pobierały krew. Nie powiem, że nie lękałam się właśnie tego już wcześniej. A kto by się nie bał? Ćwiczenia na pracowni polegały na kłuciu deski, która miała przypominać rękę. Tworzywo, którym były powleczone kanaliki z czerwonym płynem, w wielu miejscach było pokłute i widać było, gdzie się wkłuwać. Tutaj sama musisz zdecydować gdzie kłuć. Wielu pacjentów boi się igły. Sama się boje, że mogę zrobić mu krzywdę. Pokrzepiam się, że sama nie będę tego robiła, nade mną będzie Pani, która wszystko będzie nadzorowała, a jednak strach pozostał. Poszłam zapoznać się z pacjentem, który okazał się tak życzliwy i miły, że od razu zapomniałam o towarzyszącym mi lęku. Trzeba myśleć profesjonalnie, nie dać poznać po sobie, zdenerwowania, bo pacjent przestraszy się jeszcze bardziej. 
          
Po przygotowaniu sprzętu i sprawdzeniu, czy wszystko znajduje się na tacy z drżącymi rękami poszłam w kierunku sali pacjenta. Następnie zapytałam jeszcze raz, czy wraża Pan zgodę i czy mogę teraz pobrać krew. Po rozłożeniu sprzętu, wzięłam się do pracy. Założenie rękawiczek, zaciśnięcie stazy i poszukiwanie żyły! A jednak, tak jak myślałam, musiałam trafić na pacjenta, który „zgubił żyły”. Szukam, ale nic nie widzę. Zmieniam rękę, usadawiam się, żeby dobrze widzieć i to samo. Zauważyłam, jak Pani opiekująca się naszą grupą przestępuje z nogi na nogę. Mówi mi, że ona się przyjrzy. Oddaję, bez żadnego sprzeciwu. Pani szuka, szuka i jak sama stwierdziła „piękna żyła, może Pani kłuć”. Patrzę, staram się wyczuć ale nic nie czuje, może to zdenerwowanie, już cała jestem mokra. Pani ponagla mnie „ nie mamy całego dnia na stanie i patrzenie się na siebie”. Zachowując jednak zimną krew, mówię, że nie czuję żyły i chciałam bym jeszcze poszukać. Pani spojrzała na mnie i cicho powiedziała, żebym kuła tu, gdzie wyznaczyła. Nie chcąc wystraszyć pacjenta, spryskuję wyznaczone miejsce i czekam aż wyschnie, informuję pacjenta, że poczuje lekki ból, naciągam skórę, myśląc, że coś zobaczę i wbijam na oślep. Pacjent krzyknął lekko, odwrócił wzrok i nic nie mówi. Odciągnęłam próbówkę i nic. Nawet plamki krwi. Patrzę na Panią, której pojawiły się kolory na skórze. Mówi mi, żebym wyciągnęła igłę, odpięła stazę i się odsunęła, bo nic innego, jak widzi, nie potrafię. Pacjent popatrzył na mnie ze współczuciem. Pani sama spróbowała i okazało się, że również jej się nie udało. Zaczęła mówić mi, że to przeze mnie bo zepsułam najlepsze miejsce do wkłucia i teraz ona już tutaj nic nie zdziała. Trzeba zawiadomić straszą pielęgniarkę - niech ona spróbuje. Wyszłam cicho z pomieszczenia i poszukałam pielęgniarki. Próbowałam przełknąć łzy, myśląc, że może faktycznie się nie nadaję. Nie wiedząc co robić, cały dzień przyglądałam się zabiegom i stałam z boku.


***

Takie sytuacje zdarzają się, niestety,  nierzadko. W dodatku, nie tylko podczas praktyk zawodowych, ale również w trakcie adaptacji do pracy młodej pielęgniarki.
Z czego to wynika? Przede wszystkim z tego, że po latach zapominamy, jak to było, kiedy my same byłyśmy „świeżakami.” Teraz wszystkie czynności wydają się dla nas o wiele prostsze, bo stanowią dla nas codzienność. Jednak nie od razu przecież tak było… Na początku każdy z nas potrzebował czasu i wprawy, żeby opanować trudną sztukę pielęgnowania. Jednym szło lepiej, a innym gorzej, bo każdy z nas uczy się we własnym tempie i w inny sposób.
Do tego dochodzi wszechobecny na dyżurze brak czasu. Pielęgniarki mogą się obawiać, że długie poszukiwanie żyły przez praktykantkę, spowoduje, że potem trudno będzie się nam wyrobić z resztą czynności.
Często, podczas praktyk zawodowych, studenci wykonują zadania przy pielęgniarkach, które nie pobierają za nauczanie żadnego wynagrodzenia. W ich głowach, jak również podczas rozmów w dyżurkach, pojawia się pytanie: „Co ja z tego mam, że ją/jego uczę? Ktoś (nie wiadomo, kto – uczelnia?, szpital?, opiekun stażu? oddziałowa?) dostaje za to kasę, a to ja mam wykonać całą robotę?!” I jest to dla mnie zrozumiałe, bo ludzie nie lubią pracować za darmo i czuć się wykorzystywani.
Kolejny aspekt to fakt, że nauczanie jest  trudnym zajęciem,  procesem, który trzeba zaplanować i poświęcić studentom sporo uwagi. I trzeba to, przede wszystkim, lubić robić. Nie każdy się do tego nadaje. Nieraz, podczas dyżuru, nie ma ani jednej pielęgniarki z tzw. „skłonnościami edukacyjnymi.” Studenci to wyczuwają i niewiele wtedy skorzystają z praktyki.
           
Powoduje to negatywne następstwa, zarówno dla studentów, jak i dla pielęgniarek pracujących na danym oddziale. Praktykantka, która jest pospieszana, odczuwa jeszcze większy stres. Ręce się trzęsą, nie można zebrać myśli i wtedy często, z obawy przed krytyką, popełnia błędy. Do tego oskarżania typu: „To wszystko Twoja wina” powodują u praktykanta niechęć do współpracy w przyszłości z tą pielęgniarką, złość, smutek, a generalizujące stwierdzenie: „Do niczego się nie nadajesz” czy „Widzę, że nic innego nie potrafisz” zaniża samoocenę osoby krytykowanej i niechęć do wykonywania jakichkolwiek czynności.
      
Informacja o negatywnym zdarzeniu często przekazywana jest przez tę studentkę innym studentom. Powoduje to u pozostałych praktykantów lęk przed zadawaniem pytań i wykonywaniem zadań, a tym samym przysłowiowe „stanie z boku i tylko przyglądanie się.”
Pielęgniarki postrzegają wówczas praktykantki jako niezaangażowane lenie, którym nic się nie chce robić. Często też już z góry zakładają, że kolejna grupa będzie taka sama, przez co podświadomie są do praktykantów negatywnie nastawione i nie zachęcają młodych do czynnego uczestnictwa - tym samym negatywny cykl się powtarza…
W zasadzie przytoczony przykład porusza nie tylko kwestię zasad przekazywania krytyki. Wskazuje na istotne problemy związane z odbywaniem praktyk w naszym zawodzie.


Jak zatem rozwiązać ten problem? Nie wystarczy tutaj tylko wskazanie sposobów przekazywania konstruktywnej krytyki. Problem jest bowiem bardziej złożony i trzeba sięgnąć głębiej, w jego korzenie.  Przede wszystkim trzeba:

  • Odpowiednio dobrać mentora  – opiekunem nie może być osoba z przypadku, czyli przypadkowa pielęgniarka na dyżurze, która akurat dzisiaj pracuje.  To musi być osoba z zespołu, która wyrazi wcześniej zgodę na bycie mentorem. Osoba taka musi lubić i umieć przekazywać wiedzę innym, a przy tym wykazywać się dużą cierpliwością i szacunkiem dla praktykantów;
  • Zadbać o motywację opiekuna – mentor nie powinien edukować za darmo. Ludzką rzeczą jest, że mógłby wtedy poczuć się wykorzystany. Uczelnie powinny zatem mentora wynagradzać. Jestem również za tym, aby praca opiekuna była przez studentów szczerze oceniana;
  • Mentor i praktykant muszą mieć na edukację czas – dlatego opiekun nie może być jedną z planowo dyżurujących osób, w trakcie, gdy opiekuje się grupą studentów. Powinien być tego dnia pielęgniarką dodatkową, która wraz ze studentami, ma pod swoją opieką tylko część pacjentów. Wtedy, rzeczywiście, studenci wraz z opiekunem będą dodatkową pomocą dla pozostałych pielęgniarek, a nie dodatkowym balastem. A wówczas o pozytywny stosunek do praktykantów już nie trzeba się będzie martwić. No dobrze, wracając jednak do samego przykładu – podsumowując, co konkretnie pielęgniarka zrobiła źle?

Przede wszystkim nie wolno okazywać zniecierpliwienia, wzdychając czy przystępując z nogi na nogę. Należy też unikać sarkastycznych uwag typu: „Nie mamy całego dnia na stanie i patrzenie się na siebie.” Nie można kazać komuś kłuć tam, gdzie ktoś nie widzi ani nie czuje żyły (nawet, jeśli samemu widzi się ją doskonale), a potem obarczać go winą za własne niepowodzenie.


Jak zatem mogłaby wyglądać inaczej ta sytuacja? Spójrz na poniższy przykład:



Mam nadzieję, że ten artykuł będzie dla wielu uczelni, placówek medycznych oraz dla samych pielęgniarek inspiracją do wprowadzenia proponowanych zmian w organizacji praktyk i zwiększy świadomość wielu osób, że destruktywna krytyka może zrazić studentów do wykonywania tego zawodu, a tego przecież, chociażby ze względu na przerażające statystyki, mówiące o niedoborze w niedalekiej przyszłości tak wielu pielęgniarek, nie chcemy.

Ten artykuł został napisany we współpracy z mgr Moniką Kuligą. Zarówno ten oraz inne artykuły związane z pracą, edukacją i problemami nurtującymi pielęgniarki, można znaleźć na jej autorskim blogu - www.biznurse.pl Gorąco polecamy!

POBIERZ PLIK W PDF TUTAJ

poniedziałek, 25 listopada 2013

Czy okazujesz empatię swoim pacjentom?


Budzisz się. Tak. To kolejny dzień w szpitalu. Już od 3 dni leżysz przykuty do łóżka, na oddziale traumatologii. Jutro czeka Cię zapowiedziana operacja kręgosłupa ale nie martwisz się nią, bo ciągle myślisz o tym co się wydarzyło. Dlaczego spotkało to akurat Ciebie? Dlaczego to akurat wtedy, gdy Ty przechodziłeś przez przejście samochód musiał uderzyć w Ciebie i Twoją małą córeczkę? W zasadzie jest Ci wszystko jedno, bo ona była całym Twoim światem, którego teraz nienawidzisz. Jedyne uczucia jakie Ci towarzyszą to złość i smutek. Spokojnie. To nie Twoja historia. To historia Twojego pacjenta.

Emocjonalna samokontrola kluczem do sukcesu zawodowego

W latach 1968 - 1974 profesor Walter Mischel z Uniwersytetu Stanfordzkiego, przeprowadził eksperyment, który nazywany jest „testem pianki". Około 650 dzieci w wieku od czterech do sześciu lat zostało zaproszonych do wzięcia udziału w przedsięwzięciu. Dzieci były zapraszane pojedynczo do pokoju, w którym znajdował się stolik ze słodką pianką. Maluchowi zostało przedstawione ultimatum: "Możesz zjeść piankę od razu albo poczekać 15 minut a wtedy dostaniesz drugą". 30% badanych dzieci zdołało wytrzymać kwadrans, w konsekwencji dostając większą nagrodę. Czy to koniec eksperymentu? Nie. Po dwudziestu latach profesor Mischel postanowił sprawdzić jak przebadane dzieci radzą sobie w obecnym, dorosłym już życiu. Które z nich odniosły sukces zawodowy, były szczęśliwsze, budowały trwalsze i satysfakcjonujące relacje z innymi?  Te, które pomyślnie przeszły test pianki.- umiały czekać. Kluczem do życiowego sukcesu są między innymi umiejętności związane z zarządzaniem emocjami i samokontrolą. Umiejętność budowania odpowiednich relacji z samym sobą i innymi ludźmi, to jedna z najcenniejszych rzeczy jakie może wykształcić w sobie człowiek. Jedną z kompetencji jakie składają się na inteligencję emocjonalną jest samokontrola, czyli można powiedzieć, że cierpliwość, o której pisałyśmy w ostatnim pamiętniku. Kolejna z nich to empatia. I o niej będzie dzisiejszy tekst.

To nie jest takie proste

Często wydaje nam się, że umiemy przejawiać wobec pacjentów empatię, bo:

- widzimy cierpiącego i myślimy sobie "ale mi tego pana szkoda, podam mu lek p-bólowy",
- smutno mi z powodu sytuacji tej pacjentki,
- uważam, że to okropne, że dzieci też muszą chorować.

Jak najlepiej można zobrazować w jaki sposób powinna wyglądać prawdziwa empatia? Przykład matki i dziecka doskonale to zobrazuje. Między nimi  istnieje bowiem "emocjonalna pępowina". W pierwszych miesiącach życia odczucia i emocje matki przechodzą na jej nowo narodzone dziecko, natomiast nastroje maluszka udzielają się mamie. Prawdziwa Pielęgniarka, czyli taka, której naprawdę zależy na doskonaleniu i szlifowanie swych umiejętności personalnych musi pracować nad darem zrozumienia innych ludzi oraz zdolności współodczuwania z nimi ich uczuć i emocji. Nie chodzi tylko o wczuwania się w sytuację innych ludzi ale też o wgłębienie się w pojmowanie motywów i bodźców nimi kierujących, czyli źródeł ich decyzji i postaw. Jakie odniesiesz korzyści dzięki przejawianiu empatii?

  1. Będziesz umiał w sposób prawidłowy prowadzić dialog zarówno w swoim zespole jak i z pacjentem. 
  2. Empatia jest wstępem do wybaczenia.
  3. Osoby empatyczne dzięki znakomitemu wczuciu się w sytuację i psychikę innych ludzi mają zdolność rozwiązywania konfliktów.
  4. Osoby pozbawione zdolności do empatii są bardzo agresywne, Ty nie będziesz.
  5. Osoby pozbawione zdolności do empatii narzucają swą wolę i wizję świata, nie znoszą sprzeciwu, nie uznają argumentów innych stron, Ty taki nie będziesz.
  6. Osoby pozbawione zdolności do empatii nie dopuszczają do swojej świadomości możliwości własnej pomyłki lub błędu, są wysoce konfliktowe, bezkompromisowe, Ty taki nie będziesz.


Wybór należy do nas! Nie jest to proste, ale daje mnóstwo satysfakcji. Warto jest na nowo dbać o te cechy, które pomagają nam kochać i szanować innych.

Budzisz się. Tak. To kolejny dzień w szpitalu. Już od 3 dni leżysz przykuty do łóżka, na oddziale traumatologii. Jutro czeka Cię zapowiedziana operacja kręgosłupa ale nie martwisz się nią, bo ciągle myślisz o tym co się wydarzyło. Dlaczego spotkało to akurat Ciebie? Dlaczego to akurat wtedy, gdy Ty przechodziłeś przez przejście musiał uderzyć samochód w Ciebie i twoją małą córeczkę? W zasadzie jest Ci wszystko jedno, bo ona była całym Twoim światem, którego teraz nienawidzisz. Jedyne uczucia jakie Ci towarzyszą to złość. Tak to Twoja historia ale jest z Tobą Twoja pielęgniarka i zajmie się Tobą najlepiej jak potrafi.


Inspiracja:

  1. Lebda D., Inteligentnie z emocjami [W:] Coaching, G+J, Warszawa 2013, nr 6, s. 78-83
  2. http://pl.wikipedia.org/wiki/Empatia


POBIERZ PLIK W PDF TUTAJ


niedziela, 17 listopada 2013

A te Pielęgniarki to chociaż miłe?

Prostym mechanizmem dziecka w zdobyciu upragnionej rzeczy jest wymuszenie. Na pewno sam z własnych doświadczeń lub obserwacji możesz przytoczyć sytuację, kiedy szkrab stojąc w sklepie z zabawkami, wymusza u opiekuna kupno różowej księżniczki. W jaki sposób? Wykorzystując płacz, narzekanie, długotrwałe mówienie, krzyk lub lament. Skrupulatnie dąży do uzyskania zamierzonego efektu. Rodzice po trwających długi czas negocjacjach z dzieckiem, kupują wymarzoną lalkę. Dlaczego? Co zmienia twardo powiedziane „nie” w bezradne „tak”?


W różnych sytuacjach życiowych, jeśli wszystko idzie po naszej myśli, cierpliwość przychodzi nam łatwo. Prawdziwy sprawdzian tej niezwykle ważnej cechy przechodzimy wtedy, gdy nasze prawa zostają w jakiś sposób naruszone. Czy wy Drogie Pielęgniarki spotkałyście się z sytuacją, w której:
  • pacjent już czwarty raz naciska dzwonek za każdym razem prosząc o poprawę poduszki?
  • rodzina chorego poucza nas i krytykuje wszystkie podejmowane przez nas działania?
  • zmieniłyśmy pościel, a za chwilę chory nieumyślnie wyleje napój na kołdrę?
  • prosimy o coś, ufamy pacjentowi, że wykona nasze polecenie, po czym dostajemy reprymendę od przełożonej, że nie zostało to zrobione? 
Drogi czytelniku, czy w Twoim życiu role się kiedykolwiek zamieniły? Czy kiedyś zdarzyło Ci się być pacjentem? Jeśli tak, na pewno wiesz, że chory bez Pielęgniarki jest bezradny. Każdy z nas ma swoje życie, swoje problemy, rozterki, obowiązki, zadania. Ktoś kto trafia do szpitala dostaje jeszcze od życia w prezencie problemy zdrowotne. Stanowią one wtedy priorytet. Pacjent chciałby się tym prezentem podzielić z innymi. To jest bardzo trudne, by naprawdę dać odczuć drugiemu człowiekowi, że się nim interesujemy. Czy osoba spoza środowiska szpitalnego wie na czym tak naprawdę polega profesjonalizm? Nie! Zanim ja zaczęłam studiować Pielęgniarstwo, moje pierwsze dialogi z kimś, znajomym/z rodziny, kto leżał na oddziale wyglądały tak:

- A te Pielęgniarki to chociaż miłe? Bo słyszałam, że w tym szpitalu same zołzy pracują. Podobno mało im płacą to i po co się mają starać.
- Bardzo sympatyczne Panie, naprawdę nie mogę na nic narzekać.
- A no to dobrze, bo jak Pielęgniarki fajne to i w szpitalu od razu milej.

Cechami niezbędnymi, którymi powinna odznaczać się każda pielęgniarka to cierpliwość, serdeczność, gotowość i chęć niesienia pomocy. Osoby cierpiące, długotrwale hospitalizowane potrzebują nie tylko fachowej opieki, ale również obecności drugiej osoby. Ich poczucie stabilności jest silnie sfrustrowane i przejawia się głównie w doświadczonym napięciu, lęku, zagrożeniu i oczekiwaniu na pesymistyczny przebieg zdarzeń w przyszłości. Chorzy potrzebują zrozumienia, wysłuchania i pocieszenia. My, Pielęgniarki wspieramy pacjentów, niesiemy pomoc i ukojenie. Wykonujemy przy tym codzienne zawodowe obowiązki związane z opieką nad pacjentami, czyli pielęgnujemy, uczestniczymy w diagnozowaniu i leczeniu. Prowadzimy również edukację. Mamy duży wpływ na to, jak pacjent będzie odbierał pobyt w szpitalu, czy jego powrót do zdrowia będzie miłym wspomnieniem, czy będzie całkowicie odwrotnie. Jeśli ktoś uważa, że wszystkie te czynności da się wykonać od tak sobie, bez pracy nad swoją osobowością i szlifowaniem cech charakteru, jest w wielkim błędzie.


Pielęgniarstwo to praca bardzo ciężka, stresująca. Dzisiejsze czasy, gdy większość osób tylko żąda, często ma pretensje, roszczenia i oczekiwania ani trochę nie sprzyjają wykonywaniu pracy w spokoju, porządku, ładzie, harmonii. Ponad to każda współpraca z człowiekiem wiąże się z indywidualnym podejściem. Wynika to z faktu odmienności każdego z nas. Różne są potrzeby, cele, pragnienia. Pielęgniarki codziennie w swojej pracy mają do czynienia z trudnymi sytuacjami. Starają się je rozwiązać, działać tak aby korzyść odnosiły dwie strony. Oczywiście świat nie jest taki czarno – biały. Bywają sytuacje, w których pielęgniarka nie wie jak sobie z nimi radzić. Postępuje niezgodnie z własną hierarchią wartości, własnymi zasadami.

Co zrobić aby w codziennej rutynie nie stracić cierpliwości? Aby nie odbierać pacjentów grupowo, tylko podchodzić do nich indywidualnie? Na to pytanie odpowiedziała nam Pani Anna Koss - wzór do naśladowania. Pielęgniarka Roku 2012, która od 21 lat pracuje na Oddziale Chirurgii Naczyń i jak widać po wynikach nie straciła swojego zapału!

Prostym mechanizmem pacjenta, będzie dążenie do zlikwidowania przyczyny bólu, cierpienia. Na pewno sam z własnych doświadczeń lub obserwacji możesz przytoczyć sytuację, kiedy pacjent wykorzystując narzekanie, powtarzanie, lament lub nachalność przyczyni się do utraty cierpliwości u Pielęgniarki. Niektóre Pielęgniarki wykorzystując siłę spokojnej, skutecznej rozmowy rozwiążą problem. Są i takie, które swoje frustracje przeniosą na chorego, nie da to nic więcej jak tylko wyrzuty własnego sumienia.... Francuski pilot, pisarz i poeta Antoine de Saint-Exupéry powiedział: „Nie trać nigdy cierpliwości; to jest ostatni klucz, który otwiera drzwi.”


POBIERZ PLIK W PDF TUTAJ


poniedziałek, 11 listopada 2013

Wielofunkcyjność pielęgniarek

Czy słyszałeś, że japońscy naukowcy opracowali niedawno projekt wielofunkcyjnego robota? Ma on zastępować człowieka przy monotonnych, złożonych z powtarzających się kroków czynności, które mogą wykonywać znacznie szybciej od ludzi. Domeną ich zastosowań są też te zadania, które są niebezpieczne dla człowieka, na przykład związane z manipulacją szkodliwymi dla zdrowia substancjami lub przebywaniem w nieprzyjaznym środowisku. Taki robot potrafi wykonywać wiele czynności naraz. Co ciekawe wysokowydajny akumulator sprawia, że maszyna nie męczy się, więc troska o utracenie efektywności pracy nie jest potrzebna. Każde zadanie jest dokładnie zaprogramowane i dzięki temu wszystko jest dopracowane co do sekundy. Dodanie kolejnego polecenia podczas wykonywania pierwszego zadania absolutnie nie zaburza pracy owego robota. Sztuczna inteligencja wyklucza popełnianie błędów. Urządzenie rozpoznaje kilkadziesiąt tysięcy słów, głos, pamięta rozmowy, wykonuje wiele złożonych ruchów po zrozumieniu poleceń głosowych. Ręce i dłonie, wyposażone w czujniki siły, pozwalają mu na podnoszenie samemu ciężarów nawet do 500 kg. Przychodzi na każde zawołanie. Wielofunkcyjność jest dzisiaj w modzie.

Dzień Pierwszy7.00
Śmiało mogę napisać, że kiedy wchodzę na oddział czuję się coraz bardziej pewna. Wiedza, zaczyna przeradzać się w umiejętności, a powtarzane czynności tworzą zarys profesjonalizmu. Tak, więc marzec - kolejne praktyki, zmiana szpitala, ale oddział ten sam, na którym już byłam w wakacje. Jak przyjemnie jest pracować w miejscu, w którym znam już topografię, ułożenie i częściowo personel. Od początku wiadomo co robić i jak postępować - tak właśnie się dzieje. Oczywiście zawsze pod nadzorem i opieką. Zaczynamy więc…
Godziny praktyk się nie zmieniły. Wstaję o 5.30 żeby o 6.45 już być w szpitalu, przebrać się i w pełni przygotowana wejść na oddział. Rozpoczynamy od raportu – przydałoby się zapamiętać nazwiska pacjentów żeby potem kojarzyć kto, jak zachowywał się w nocy. 

Godzina 7.30
Następnie zlecenia, a w zasadzie całe ich mnóstwo. Zabieram się za przygotowanie kroplówek. Już otwieram aparat aby go podłączyć ale słyszę słowa „kochana zostaw to, idź na salę nr 10 pomóc koleżance przy toalecie pacjenta”. Zostawiam więc kroplówkę i pędzę, przy okazji podając koleżankom na salę nr 6 czystą pościel. 

Godzina 7.45

Wracam do zabiegowego i chcę dokończyć rozpoczętą pracę, ale widzę już, że muszę pobrać krew od pacjenta. Na stole mam przygotowane zlecenie, dobieram probówki i podpisuję je. Nagle podchodzi do mnie Pani Pielęgniarka prosząc „Możesz przy okazji podpisać dla tych pacjentów?”. Podaje mi trzy karty zleceń i garść probówek, na co zgadzam się skinieniem głowy. Podpisałam, sprawdziłam trzykrotnie czy wszystko się zgadza. Mogę przygotować cały zestaw. Proszę Panią Pielęgniarkę aby poszła ze mną do pacjenta. Krew pobrana, wracam, chcę zająć się kolejnymi, słyszę dzwonek… Przychodzi Pani i mówi: „Możesz pójść sprawdzić co się dzieje”, odpowiadam „chcę teraz dokończyć pobieranie krwi” w odpowiedzi słyszę: „Idź, idź ja się tym zajmę.” Odkładam wszystko i idę na dzwonek. Sala nr 7, pacjentka prosi o kubek przegotowanej wody. A przecież zaraz będzie śniadanie....

Godzina 8.00

Wychodzę z sali nr 7 kierując się do zabiegowego, ale przyjeżdża wózek ze śniadaniem. Trzeba pomóc Pani Dietetyczce, usadzić wszystkich pacjentów i upewnić się, że każdy dostał herbatę. Moja pięcioosobowa grupa została przydzielona do poszczególnych pacjentów, rozpoczęłyśmy karmienie.

Godzina 9.30
Obchód lekarski. Przechodzę korytarzem aby dać pacjentowi leki. Zatrzymuje mnie oddziałowa, wskazując palcem na talerz. Pyta: „Dlaczego ten pacjent nie został nakarmiony?” Szczerze? Nie mam zielonego pojęcia jak to się stało, że ominęłyśmy tego Pana... Każda sekunda jest dokładnie wypełniona jakąś czynnością, nie umiałam odpowiedzieć na to pytanie.

Godzina 10.00
Rozpoczynają się badania. Widzę już listę pacjentów. Dzielimy się. Jadę jako pierwsza z pacjentem leżącym na RTG klatki piersiowej. Idę wraz z koleżanką na salę, instruuję, gdzie jedziemy i po co. Leżanka już czeka gotowa, przejście i jedziemy. Czekanie na windy stanowi ogromny problem ponieważ zabiera dużo jakże cennego czasu.

10.45
Wracam. Pacjent odpoczywa w łóżku po badaniu. Pani Pielęgniarka prosi mnie abym pojechała z kolejną osobą ale nie widzę koleżanek do pomocy.

11.15
Pacjent został zawieziony na blok operacyjny. Wracam z pustym łóżkiem i proszę koleżankę aby pomogła mi je prześcielić. W trakcie, podchodzi Pani Pielęgniarka i każe jednej z nas udać się do laboratorium po wyniki, które są potrzebne koniecznie w tej chwili. Zostaję więc sama. Kończę. Idę do zabiegowego. Wszyscy pacjenci na badaniach. Odetchnięcie.

11.30
Przechodzę po salach i sprawdzam kroplówki. Skończyły się. Zamykam i idę do zabiegowego. Przygotowuje pierwszy zestaw, pytam czy nie ma innych zleceń. Nie ma. W między czasie proszę koleżankę aby zajęła się tym pacjentem.

Godzina 14.00
Dom

Wracam do domu, jedyna myśl jaka mi przychodzi do głowy to „idź spać, odpocznij”. W istocie – jest po czym odpoczywać. Mieliście kiedyś wrażenie, że 7 godzin zamienia się w 7 minut? Tak się dziś czułam. Nawał obowiązków. Śmiało mogę rzec, że przez te niecałe 3 lata praktyk najbardziej udało mi się wypracować cechę jaką jest cierpliwość. Myślę, że wiąże się ona z wyrozumiałością i asertywnością. Jaki pożytek przynosi mi cierpliwość? Czego się uczę z cierpliwości i wytrwałości pielęgniarek, z którymi współpracuję? Czy moja cierpliwość ma swoje granice? Człowiek cierpliwy jest opanowany, natomiast niecierpliwy działa popędliwie i szybko wpada w irytację. Pewne chińskie przysłowie powiada „Cierpliwość w chwili gniewu zaoszczędza stu dni udręki”. Jednego jestem pewna - cierpliwość uszlachetnia moją osobowość i nadaje szlif innym pięknym przymiotom jakie mogę przejawiać.

Czy słyszałeś, że wielofunkcyjność Pielęgniarek jest teraz w modzie? Ich praca składa się często z monotonnych, złożonych z powtarzających się kroków czynności, które mogą wykonywać znacznie szybciej od „zwykłych ludzi”. Domeną ich zawodu są też te zadania, które są niebezpieczne dla ich zdrowia psychicznego i fizycznego. Taka Pielęgniarka potrafi wykonywać wiele czynności naraz. Co ciekawe niektórzy sądzą, że Pielęgniarki są wysokowydajne i nie męczą się, więc troska o utracenie efektywności pracy nie jest potrzebna. Takie osoby niestety są w błędzie. Każda Pani Pielęgniarka planuje swoje zadanie tak aby wszystko było dopracowane co do sekundy, niestety często jednak zdarza się tak, że dodanie kolejnego polecenia podczas wykonywania pierwszego kompletnie zaburza pracę. Pielęgniarki muszą rozpoznawać kilkadziesiąt tysięcy słów naraz, głos, pamiętać rozmowy, wykonywać wiele złożonych ruchów po zrozumieniu stosu poleceń głosowych. Rzeczywiście osoby należące do tej grupy zawodowej potrafią być wielofunkcyjne, ale nie aż tak jak maszyny stworzone przez człowieka... Niektórzy zapominają też o tym, że ich ręce i dłonie nie są wyposażone w czujniki siły, co nie pozwala im na samodzielne dźwiganie pacjentów. Panie muszę przychodzić na każde zawołanie. Dosłownie - wielofunkcyjność jest dzisiaj w modzie...

POBIERZ W PDF TUTAJ