Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczelnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczelnia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 czerwca 2016

Udział studentów i nauczycieli pielęgniarstwa w drugiej szkole letniej w Celje (Słowenia) w ramach międzynarodowego projektu Erasmus+



W dniach od 23 maja do 4 czerwca 2016  roku odbyła się druga międzynarodowa szkoła letnia w Celje w ramach międzynarodowego projektu Erasmus+, był to jeden z elementów kończącego się w tym roku projektu Healthy Lifestyle for Aging Well (HLAW). Uczestnikami były cztery europejskie uniwersytety: Wyższa Szkoła Zawodowa w Celje, w Słowenii (koordynator projektu), Uniwersytet w Oulu - Finlandia, Uniwersytet w Porto -  Portugalia oraz Uniwersytet Medyczny w Lublinie. Przedstawicielami naszej uczelni w projekcie byli pracownicy Wydziału Nauk o Zdrowiu: Pani prof. dr hab. Irena Wrońska, Dziekan Wydziału, dr Beata Dobrowolska – koordynator działań projektowych, dr Alina Deluga, dr Bogumiła Kosicka, mgr Justyna Warda oraz studenci pielęgniarstwa I i II stopnia.
             Druga szkoła letnia projektu HLAW odbyła się pod hasłem: „Zdrowy styl życia dla zdrowego starzenia się”. W drugiej edycji programu wzięli udział studenci pielęgniarstwa Uniwersytetu Medycznego w Lublinie studiów magisterskich oraz licencjackich: Jadwiga Bąk, Agnieszka Chrzan, Anastazja Gutek, Paulina Bogdańska, Krystyna Maryniowska oraz Michał Machul. Opiekunami grupy były: dr Beata Dobrowolska, dr Alina Deluga oraz mgr Justyna Warda.

Zdj. 1. Wizyta w Ljubljana (Lublana) stolicy Słowenii. Od lewej: Anastazja Gutek, Krystyna Maryniowska, Michał Machul, Agnieszka Chrzan, Jadwiga Bąk, Paulina Bogdańska.

            Nauczyciele z członkowskich państw projektu przygotowali bardzo interesujące wykłady i warsztaty dla studentów, którzy współpracowali ze sobą w międzynarodowych grupach. Tematyka tegorocznych wykładów i warsztatów dotyczyła m.in.: bezpiecznego środowiska dla osób starszych, zdrowia psychicznego, aktywności fizycznej rekomendowanej dla seniorów oraz zdrowego odżywiania, a także etyki w zawodzie pielęgniarki. Jednym z ważnych punktów było przedstawienie wyników badań ankietowych prowadzonych w ramach projektu w grupie osób starszych w każdym z krajów partnerskich projektu i wyników przeglądu piśmiennictwa tzw. health literacy. Odwiedziliśmy także szpital w Celje, dzięki czemu lepiej poznaliśmy tamtejszy system opieki medycznej. Oprócz zajęć w programie zostały ujęte wycieczki m.in. do stolicy Słowenii Ljubljany (Lublana), Szpitala Partyzanckiego Franja, a także nadmorskiej miejscowości Piran. Mieliśmy także okazję na aktywne spędzanie czasu podczas wycieczek na górskie szlaki znajdujące się w Celje.

                          
Zdj. 2. W drodze na zamek w Celje. Od lewej: Agnieszka Chrzan, Jadwiga Bąk, Paulina Bogdańska, Anastazja Gutek, Krystyna Maryniowska, dr Alina Deluga

         Przygotowania naszej grupy do szkoły letniej rozpoczęły się już w grudniu 2015 roku, rozpoczęliśmy wtedy badania skierowane do osób starszych na temat kompetencji zdrowotnych z wykorzystaniem kwestionariusza HLS-EU-Q47. Materiał badawczy zebraliśmy w marcu 2016 roku, a analizy statystycznej dokonała Finlandia. Naszym zadaniem było stworzenie prezentacji dotyczącej systematycznego przeglądu piśmiennictwa dotyczącego kompetencji zdrowotnych (ang. health literacy) oraz sytuacji w Polsce, przebiegu procesu badawczego oraz przedstawienie wyników i wniosków z analizy pierwszej części kwestionariusza dotyczącej opieki zdrowotnej (ang. health care). Warsztaty oraz wykłady przygotowane przez nauczycieli były opracowane w sposób merytoryczny i aktywizujący studentów. W międzynarodowych grupach dyskutowaliśmy na temat nieszablonowych i innowacyjnych rozwiązań dla poprawy jakości opieki medycznej w przyszłości. Podczas warsztatów mieliśmy również okazję przeprowadzić sondę uliczną dotyczącą tego czym jest aktywne starzenie się, na podstawie której stworzyliśmy materiał filmowy. Oprócz naukowych wyzwań mieliśmy także okazję zweryfikować naszą aktywność fizyczną podczas „Walk Testu” i doskonalić naszą kondycję fizyczną podczas wspólnych spacerów Nordic Walking.

Zdj. 3. Nordic Walking. Od lewej: Agnieszka Chrzan, Paulina Bogdańska, Michał Machul, Jadwiga Bąk, Krystyna Maryniowska, Anastazja Gutek

        Udział w projekcie Healthy Lifestyle for Aging Well (HLAW) był wspaniałym doświadczeniem, podczas którego mogliśmy zdobyć ogromną wiedzę oraz doświadczenie. Mieliśmy szansę nauczyć się współpracy w międzynarodowych grupach studenckich oraz poznać sposób funkcjonowania systemów opieki zdrowotnej i szkolnictwa pielęgniarek w innych krajach. Poznaliśmy również lepiej problemy w opiece geriatrycznej partnerskich państw i omówiliśmy wiele problemów w zakresie tej tematyki. Zaznajomiliśmy się także z tradycją i kulturą innych państw oraz zdobyliśmy wielu nowych znajomych. Mamy nadzieje, że nawiązane w ramach całego projektu i szkoły letniej znajomości zaowocują przyjaźniami oraz współpracą na rzecz pielęgniarstwa w przyszłości.
Dwuletni projekt zaprocentował:
- nowym portalem internetowym, który jest poświęcony świadomości zdrowotnej osób starszych,
- stworzeniem zaleceń dla dalszych prac w dziedzinie zdrowego stylu życia osób starszych,
- wytycznymi dotyczącymi etycznego postępowania w opiece nad osobami starszymi,
- wytycznymi do opracowania nowych programów dla zdrowego stylu życia starszych,
- stworzeniem płyty DVD z materiałem filmowym z wykonania ćwiczeń fizycznych (z instrukcjami i zaleceniami),
- wykonaniem broszury w której będą zawarte główne wyniki projektu, zalecenia oraz wytyczne.

              Projekt Healthy Lifestyle for Aging Well realizowany w ramach Akcji KA02 programu Erasmus+ znalazł się w pierwszej czwórce projektów w Unii Europejskiej pod względem jakości. Podczas trwania projektu łącznie 16 studentów pielęgniarstwa z naszego Uniwersytetu brało udział w działaniach projektowych. Chcielibyśmy złożyć serdeczne podziękowania za możliwość udziału w tym dwuletnim projekcie władzom Uniwersytetu Medycznego w Lublinie oraz władzom Wydziału Nauk o Zdrowiu – Pani Dziekan prof. dr hab. Irenie Wrońskiej. Dziękujemy również opiekunom naszych grup: dr Beacie Dobrowolskiej, dr Alinie Deludze, dr Bogumile Kosickiej oraz pani mgr Justynie Wardzie za możliwość dwuletniej współpracy.

Zdj. 4. Warsztaty. Od lewej: mgr Justyna Warda, Paulina Bogdańska, Anastazja Gutek, Michał Machul, Agnieszka Chrzan, Jadwiga Bąk, Krystyna Maryniowska, dr Beata Dobrowolska



Jadwiga Bąk, Agnieszka Chrzan, Anastazja Gutek 





czwartek, 9 stycznia 2014

Zakuć, zaliczyć, zapomnieć!

Gorączka złota to czas, kiedy duża liczba osób w tym samym okresie chciała lub musiała się szybko wzbogacić na terenach, gdzie odkryto złoża szlachetnych kruszców, szczególnie złota. Do różnych miejsc zaczęli wtedy przybywać poszukiwacze przygód, awanturnicy i zwykli ludzie, zwabieni mirażem łatwego majątku. Niektórzy z nich poszukiwali złota samodzielnie, inni organizowali wyprawy w głąb dżungli, jeszcze inni osiedlali się na już skolonizowanych obszarach, podejmując się rzemiosła lub prowadzenia interesów. To ci ostatni, co zresztą dla gorączek złota typowe, mieli się okazać wygranymi tej epoki.

Wiedza jest złotem. Jak przetrwać sesję albo jakikolwiek inny okres, w którym musimy przyswoić sobie dużą ilość materiału? Bardzo pomocna i ważna tutaj jest wiara w siebie oraz dobra organizacja. Musimy pamiętać, że przedmioty takie jak interna, chirurgia, pediatria czy podstawy pielęgniarstwa to nie jest łatwy do przyswojenia materiał!
Dla niektórych ciekawe są wszystkie z nich, a dla innych tylko niektóre. Niestety musimy przyznać, że w naszym (autorek) wykonaniu sposób jakim jest systematyczne uczenie się, trudno zastosować z powodu braku czasu. Ilość godzin jakie spędzamy na uczelni czy w szpitalu sprawia, że jedyne o czym marzymy przychodząc do domu, to czas wolny poświęcony sobie. Jednak musimy przyznać, że gdy wcześniej zgromadzimy wszystkie materiały łatwiej jest przysiąść do nauki. Nie należymy do osób, które siedzą nad książkami dniami i nocami ale też nie uważamy się za takie, które na wszystkie egzaminy chodzą z wielką nadzieją, że szczęśliwe zaliczą i wyjdą ze wszystkiego obronną ręką bez jakiegokolwiek wysiłku. Jeśli chodzi o takie przedmioty jak np. anatomia lub farmakologia to uważamy, że jeśli komuś udało się szczęśliwym trafem je zaliczyć, to z jednej strony gratulujemy szczęścia i polecamy udać się do najbliższego totolotka, ale z drugiej strony współczujemy przyszłym pacjentom tej osoby.

Pielęgniarstwo jest zawodem na którym ciąży wielka odpowiedzialność. Przecież żeby pójść i opiekować się kimś - trzeba mieć chociaż podstawę wiedzy z zakresu nauk medycznych. Oczywiście istnieją informacje, którymi jesteśmy zalewani przez znikomą liczbę godzin a wiedza zdobyta na niektórych przedmiotach tak naprawdę raczej się nam nie przyda – wtedy trzeba to po prostu przeboleć.

Spróbujmy teraz zatrzymać się na czytaniu tego tekstu i uczciwie chwilę pomyśleć: 
  • Czy każdemu koledze/koleżance, z którą studiuję poddałbym się pod opiekę? 
  • Czy każda moja koleżanka/kolega poddałby się pod moją opiekę? 
Sądzimy, że nie. Nie każdy nadaje się na pielęgniarkę czy pielęgniarza. Za każdym razem kiedy miałyśmy problem z przyswojeniem jakiejś wiedzy, która wydawała nam się po prostu bez sensu starałyśmy się nie zostawać z tym same. Może się to niektórym wydać zabawne, ale nieraz siedziałyśmy z przyjaciółkami na Skype ucząc się interny czy chirurgii. Razem po prostu jest lepiej. W godzinę wspólnie z przyjaciółkami umiałyśmy więcej niż w 3h samemu - litując się nad notatkami. 

Podsumowując, oto kilka praktycznych rad aby się zmobilizować i zmotywować do nauki:

1. Pomyśl o sobie. Nie siadaj do nauki w ostatniej chwili i z przymusu. Już dużo wcześniej nastaw się, że od danego dnia zajrzysz do książek.

2. Spróbuj znaleźć motywujący cel i poczuj go. Po co? Ponieważ nie wystarczy tylko wiedzieć „trzeba by przysiąść do tych notatek.” Ogromnym bodźcem jest silna świadomość korzyści, które nam przyniesie. Wyobraź sobie bardzo szczegółowo, jak się będziesz czuł, gdy osiągniesz swój zamierzony cel, chociażby zamiast uczenia się w kółko przez trzy lata tego samego co jakiś czas np. wartości ciśnienia w zależności od wieku - zrób to raz a porządnie. Druga korzyść to wolny tydzień podczas sesji poprawkowej.

3. Nudę pokonaj sposobami. Często musimy uczyć się rzeczy, które jak na złość naprawdę nie chcą wpaść do głowy. Pamiętam, że wielką trudność kiedyś sprawiało mi zapamiętanie po angielsku po kolei miesięcy: wrzesień, październik, listopad, grudzień. Szukałam sposobów, udało mi się je zapamiętać stosując skrót z pierwszych liter SOND – september, october, november, december.

4. Miej czas na odpoczynek. Dobrymi chwilami na przerwę jest np. obiad, zrobienie kawy czy herbaty lub inne stałe elementy naszego trybu życia.


5.    Nie polegaj tylko na sobie - najbardziej motywują nas przyjaciele. Poszukaj osób, które mogłyby Ci towarzyszyć lub Cię wspierać, dopingować, a nawet rozliczać z postępów. Przepytujcie się i mobilizujcie nawzajem.

6. Przede wszystkim pamiętaj, że SZCZEGÓLNIE GŁÓWNYCH PRZEDMIOTÓW nie uczysz się dla nauczycieli akademickich, oceny, rywalizacji. Uczysz się tego aby stać się profesjonalistą – po to są studia. Jeśli chcesz być profesjonalistą w tym co robisz i nie chcesz przynieść w przyszłości wstydu sobie i innym a szczególnie ZROBIĆ KOMUŚ KRZYWDY swoją niekompetencją ucz się tych najważniejszych rzeczy z tą właśnie myślą.

7. Informacje, które nie przydają się zbytnio w pracy i praktyce po prostu przebolej. Tak już jest, że często wymagają od nas tego co się kompletnie w przyszłości nie przydaje. Kto z Was po tylu latach nauki anatomii pamięta, że kanał pachwinowy nachylony jest względem więzadła pachwinowego pod kątem 15° ku dołowi i przyśrodkowo?

Gorączka nauki to czas kiedy duża liczba osób w tym samym okresie chce lub musi się szybko wzbogacić na materiałach potrzebnych do zdobycia dużej ilości wiedzy. Poprzez różne sposoby ludzie inteligentni, mniej inteligentni, leniwi, skrupulatni robią wszystko co w swojej mocy aby zaliczyć egzaminy zdobywając wiedzę idąc po linii najmniejszego oporu. Niektórzy z nich uczą się samodzielnie, inni organizują spotkania, inni stawiają na systematyczność, jeszcze inni wykorzystują metodę trzy razy "z" - zakuć, zaliczyć, zapomnieć. To ci ostatni, co zresztą dla gorączek wiedzy typowe, uważają się wygranymi tego wyścigu. Czy tak jest w rzeczywistości?

POBIERZ PLIK W PDF TUTAJ

wtorek, 3 grudnia 2013

Czy na dłuższą metę, jednostka wytrzyma bez stada?

Na pierwszych lekcjach historii w szkole podstawowej, uczyliśmy się o ludziach pierwotnych. Może pamiętacie? Nasi przodkowie żyli w gromadach, ponieważ zmuszało ich do tego życie. Może mieli mniej rozwinięty mózg niż my, ale doskonale wiedzieli, że wspólnie łatwiej będzie im polować i bronić się przed obcymi. Każdy miał określone zadania, każdy się o siebie troszczył, każdy wiedział gdzie jest jego miejsce. Problemy stada były problemami każdej jednostki i na odwrót. Za mieszkanie służyły im jaskinie, groty. Po udomowieniu bydła ludzie stopniowo zmieniali swój tryb życia z wędrownego na osiadły oraz zajęli się rzemieślnictwem i uprawą roli. Powstały pierwsze osady.

Tak jest do dziś. Człowiek rodzi się i zazwyczaj osiada w określonym miejscu. Uczy się żyć z innymi ludźmi w zgodzie, ponieważ wspólnie łatwiej przezwyciężać problemy, bronić się przed kataklizmami, stawać czoła zadaniom dania codziennego i dbać o własny rozwój.

  • Czy coś się z biegiem czasu zmieniło?
  • Czy ludzie zapominają o podstawach życia w społeczeństwie?
  • Jak rodzi się wrogość, oszustwo, chęci wzbogacenia na krzywdzie innych?

Lampki choinkowe
Na pewno wiesz jak wyglądają lampki choinkowe. Sznur żarówek, które nie mają żadnego defektu daje przepiękny widok. Wystarczy jednak, że zepsuje się jedna i cały łańcuch gaśnie. Czy nie jest tak samo w pracy? Brak jednej osoby w zespole terapeutycznym powoduje poważne konsekwencje w działalności całego zespołu. Dlatego ważne jest, aby każda osoba prawidłowo wykonywała własne obowiązki, bo tylko praca całego zespołu daje właściwy efekt w postaci zdrowego i zadowolonego pacjenta.


Służba Zdrowia to „wielka osada, w której ludzie wspólnie dbają o zdrowie i życie pacjentów”
Wielokrotnie każda z nas spotkała się ze słowami ogromnej wdzięczności pacjenta za wspólną czy samodzielną pracę. Nasza rola w mniemaniu pacjenta była niezastąpiona i bardzo pomocna w procesie leczenia. We współczesnym, holistycznym modelu opieki nad pacjentem, rola każdej osoby w zespole jest indywidualna i niezastąpiona. Wiem, że czynności lekarza są istotne tak samo jak rola pielęgniarki, jak rola fizjoterapeutki czy psychologa. 
  • Więc skąd bierze się podział? 
  • Który zawód jest ważniejszy, potrzebniejszy od drugiego? 
  • Kto dokonuje oceny? 
  • Pacjent? 
  • My sami? 
  • Lekarz? 
  • Czy inna osoba z zespołu? 

Każdy ma określone zadania i obowiązki. Tak samo jak lekarz nie będzie wykonywał pracy pielęgniarki, tak i ona nie będzie wykonywała pracy lekarza czy fizjoterapeuty. Kiedyś usłyszałam takie słowa: „Najważniejsze jest aby utrzymać dobry kontakt z pielęgniarką, bo ona jest skarbnicą wiedzy, której potrzebuję.” Jak myślisz kto to powiedział? Pacjent? Fizjoterapeuta? Psycholog? Dietetyk? Lekarz? A może jeszcze ktoś inny? To był lekarz. Jeśli więc i on ceni i dostrzega ogrom pracy pielęgniarki, to dlaczego są one dalej tak wykorzystywane? Dlaczego pensja roczna pielęgniarki czasami równa jest z miesięcznymi zarobkami lekarza? Dlaczego w zespole terapeutycznym czyli naszej osadzie, człowiek żeruje na drugim człowieku i potrafi z tym żyć? Już ludzie pierwotni wiedzieli, że w grupie jest siła... Ludzie współcześni nie potrzebują grupy, ważna jest tylko jednostka. Kształtujący się egoizm i pycha są podstawowymi warunkami ślepoty człowieka na cierpienie i wykorzystanie innych. Czy się z tym godzimy? A może niektórzy powinni się cofnąć do innej epoki?


Na ostatnich lekcjach historii w szkole podstawowej uczyliśmy się o człowieku współczesnym. Może pamiętacie? Ludzie współcześni żyją samotnie, ponieważ pojedynczo łatwiej jest się wzbogacić i rozwijać. Może mają bardziej rozwinięty mózg niż ludzie pierwotni ale dawno zapomnieli, że wspólnie lepiej będzie im osiągać cele i bronić się przed wykorzystywaniem. Każdy ma określone zadania, rzadko kto się o siebie troszczy, ludzie zapominają gdzie jest ich miejsce. Problemy stada są problemami każdej jednostki, ale problemy jednostki nie są problemami stada. Po osiągnięciu pewnego statusu społecznego, zmienili swój tryb życia z częściowo zamkniętego na całkowicie zamknięty. Powstały pierwsze podziały. Tylko czy na dłuższą metę, jednostka wytrzyma bez stada ?

POBIERZ PLIK W PDF TUTAJ

wtorek, 26 listopada 2013

O destruktywnej krytyce, reagowaniu na nią i problemach z praktykantami

Moje myśli powracają do początków studiowania. Założeń było wiele, celów jeszcze więcej, ale w porównaniu do rzeczywistości myślę, że nigdy nie spodziewałam się tego co, to znaczy studiować pielęgniarstwo. Rzeczywistość czasami tak bardzo różni się od przypuszczeń, które zakładamy, od myśli które nas nachodzą, od wiedzy teoretycznej, którą posiadamy. I tak zaczęło się… przeszliśmy anatomię, zajęcia od rana do wieczora, interesujące i mniej interesujące ćwiczenia oraz wykłady, pierwsze ścielenie łóżka pustego, zgodnie z zasadami, które w praktyce tak łatwe nie były, mimo, że nazwa wskazuje na prostą czynność wykonywaną codziennie. Pierwsze pobieranie krwi, ćwiczone na fantomach, pierwsze przewijanie lalek, które na pewno było ćwiczone w najmłodszych latach. Pierwszy rok studiów minął tak szybko, że nikt nie zdążył się przygotować psychicznie do pierwszych praktyk w szpitalu. Tyle teorii, ćwiczeń w pracowniach, aby przygotować nas na do pracy.

          
I stało sięO 5.30 pewnego pięknie zapowiadającego się poniedziałku w nerwach wstałam z łóżka, aby przygotować się na ten pierwszy dzień. Zasady od razu krążyły mi po głowie: delikatny makijaż, spięte włosy, krótkie, nie pomalowane paznokcie. Wszystko jest jak trzeba, wystarczy tylko wziąć torbę z uprasowanym mundurkiem i identyfikatorem i ruszamy w drogę. Pamiętam ten strach, to napięcie, ciekawość, które mi towarzyszyły. Pewnie pamiętacie sami?


Jedno wydarzenie pozostało głęboko w mojej pamięci i nie daje mi spokoju. Teraz, jak o tym myślę, uśmiecham się do siebie, bo wiem, że nie było w tym mojej winy. W środę, czyli trzeci dzień w szpitalu, Pani opiekująca się moją grupą, zarządziła, że w tym dniu będziemy pobierały krew. Nie powiem, że nie lękałam się właśnie tego już wcześniej. A kto by się nie bał? Ćwiczenia na pracowni polegały na kłuciu deski, która miała przypominać rękę. Tworzywo, którym były powleczone kanaliki z czerwonym płynem, w wielu miejscach było pokłute i widać było, gdzie się wkłuwać. Tutaj sama musisz zdecydować gdzie kłuć. Wielu pacjentów boi się igły. Sama się boje, że mogę zrobić mu krzywdę. Pokrzepiam się, że sama nie będę tego robiła, nade mną będzie Pani, która wszystko będzie nadzorowała, a jednak strach pozostał. Poszłam zapoznać się z pacjentem, który okazał się tak życzliwy i miły, że od razu zapomniałam o towarzyszącym mi lęku. Trzeba myśleć profesjonalnie, nie dać poznać po sobie, zdenerwowania, bo pacjent przestraszy się jeszcze bardziej. 
          
Po przygotowaniu sprzętu i sprawdzeniu, czy wszystko znajduje się na tacy z drżącymi rękami poszłam w kierunku sali pacjenta. Następnie zapytałam jeszcze raz, czy wraża Pan zgodę i czy mogę teraz pobrać krew. Po rozłożeniu sprzętu, wzięłam się do pracy. Założenie rękawiczek, zaciśnięcie stazy i poszukiwanie żyły! A jednak, tak jak myślałam, musiałam trafić na pacjenta, który „zgubił żyły”. Szukam, ale nic nie widzę. Zmieniam rękę, usadawiam się, żeby dobrze widzieć i to samo. Zauważyłam, jak Pani opiekująca się naszą grupą przestępuje z nogi na nogę. Mówi mi, że ona się przyjrzy. Oddaję, bez żadnego sprzeciwu. Pani szuka, szuka i jak sama stwierdziła „piękna żyła, może Pani kłuć”. Patrzę, staram się wyczuć ale nic nie czuje, może to zdenerwowanie, już cała jestem mokra. Pani ponagla mnie „ nie mamy całego dnia na stanie i patrzenie się na siebie”. Zachowując jednak zimną krew, mówię, że nie czuję żyły i chciałam bym jeszcze poszukać. Pani spojrzała na mnie i cicho powiedziała, żebym kuła tu, gdzie wyznaczyła. Nie chcąc wystraszyć pacjenta, spryskuję wyznaczone miejsce i czekam aż wyschnie, informuję pacjenta, że poczuje lekki ból, naciągam skórę, myśląc, że coś zobaczę i wbijam na oślep. Pacjent krzyknął lekko, odwrócił wzrok i nic nie mówi. Odciągnęłam próbówkę i nic. Nawet plamki krwi. Patrzę na Panią, której pojawiły się kolory na skórze. Mówi mi, żebym wyciągnęła igłę, odpięła stazę i się odsunęła, bo nic innego, jak widzi, nie potrafię. Pacjent popatrzył na mnie ze współczuciem. Pani sama spróbowała i okazało się, że również jej się nie udało. Zaczęła mówić mi, że to przeze mnie bo zepsułam najlepsze miejsce do wkłucia i teraz ona już tutaj nic nie zdziała. Trzeba zawiadomić straszą pielęgniarkę - niech ona spróbuje. Wyszłam cicho z pomieszczenia i poszukałam pielęgniarki. Próbowałam przełknąć łzy, myśląc, że może faktycznie się nie nadaję. Nie wiedząc co robić, cały dzień przyglądałam się zabiegom i stałam z boku.


***

Takie sytuacje zdarzają się, niestety,  nierzadko. W dodatku, nie tylko podczas praktyk zawodowych, ale również w trakcie adaptacji do pracy młodej pielęgniarki.
Z czego to wynika? Przede wszystkim z tego, że po latach zapominamy, jak to było, kiedy my same byłyśmy „świeżakami.” Teraz wszystkie czynności wydają się dla nas o wiele prostsze, bo stanowią dla nas codzienność. Jednak nie od razu przecież tak było… Na początku każdy z nas potrzebował czasu i wprawy, żeby opanować trudną sztukę pielęgnowania. Jednym szło lepiej, a innym gorzej, bo każdy z nas uczy się we własnym tempie i w inny sposób.
Do tego dochodzi wszechobecny na dyżurze brak czasu. Pielęgniarki mogą się obawiać, że długie poszukiwanie żyły przez praktykantkę, spowoduje, że potem trudno będzie się nam wyrobić z resztą czynności.
Często, podczas praktyk zawodowych, studenci wykonują zadania przy pielęgniarkach, które nie pobierają za nauczanie żadnego wynagrodzenia. W ich głowach, jak również podczas rozmów w dyżurkach, pojawia się pytanie: „Co ja z tego mam, że ją/jego uczę? Ktoś (nie wiadomo, kto – uczelnia?, szpital?, opiekun stażu? oddziałowa?) dostaje za to kasę, a to ja mam wykonać całą robotę?!” I jest to dla mnie zrozumiałe, bo ludzie nie lubią pracować za darmo i czuć się wykorzystywani.
Kolejny aspekt to fakt, że nauczanie jest  trudnym zajęciem,  procesem, który trzeba zaplanować i poświęcić studentom sporo uwagi. I trzeba to, przede wszystkim, lubić robić. Nie każdy się do tego nadaje. Nieraz, podczas dyżuru, nie ma ani jednej pielęgniarki z tzw. „skłonnościami edukacyjnymi.” Studenci to wyczuwają i niewiele wtedy skorzystają z praktyki.
           
Powoduje to negatywne następstwa, zarówno dla studentów, jak i dla pielęgniarek pracujących na danym oddziale. Praktykantka, która jest pospieszana, odczuwa jeszcze większy stres. Ręce się trzęsą, nie można zebrać myśli i wtedy często, z obawy przed krytyką, popełnia błędy. Do tego oskarżania typu: „To wszystko Twoja wina” powodują u praktykanta niechęć do współpracy w przyszłości z tą pielęgniarką, złość, smutek, a generalizujące stwierdzenie: „Do niczego się nie nadajesz” czy „Widzę, że nic innego nie potrafisz” zaniża samoocenę osoby krytykowanej i niechęć do wykonywania jakichkolwiek czynności.
      
Informacja o negatywnym zdarzeniu często przekazywana jest przez tę studentkę innym studentom. Powoduje to u pozostałych praktykantów lęk przed zadawaniem pytań i wykonywaniem zadań, a tym samym przysłowiowe „stanie z boku i tylko przyglądanie się.”
Pielęgniarki postrzegają wówczas praktykantki jako niezaangażowane lenie, którym nic się nie chce robić. Często też już z góry zakładają, że kolejna grupa będzie taka sama, przez co podświadomie są do praktykantów negatywnie nastawione i nie zachęcają młodych do czynnego uczestnictwa - tym samym negatywny cykl się powtarza…
W zasadzie przytoczony przykład porusza nie tylko kwestię zasad przekazywania krytyki. Wskazuje na istotne problemy związane z odbywaniem praktyk w naszym zawodzie.


Jak zatem rozwiązać ten problem? Nie wystarczy tutaj tylko wskazanie sposobów przekazywania konstruktywnej krytyki. Problem jest bowiem bardziej złożony i trzeba sięgnąć głębiej, w jego korzenie.  Przede wszystkim trzeba:

  • Odpowiednio dobrać mentora  – opiekunem nie może być osoba z przypadku, czyli przypadkowa pielęgniarka na dyżurze, która akurat dzisiaj pracuje.  To musi być osoba z zespołu, która wyrazi wcześniej zgodę na bycie mentorem. Osoba taka musi lubić i umieć przekazywać wiedzę innym, a przy tym wykazywać się dużą cierpliwością i szacunkiem dla praktykantów;
  • Zadbać o motywację opiekuna – mentor nie powinien edukować za darmo. Ludzką rzeczą jest, że mógłby wtedy poczuć się wykorzystany. Uczelnie powinny zatem mentora wynagradzać. Jestem również za tym, aby praca opiekuna była przez studentów szczerze oceniana;
  • Mentor i praktykant muszą mieć na edukację czas – dlatego opiekun nie może być jedną z planowo dyżurujących osób, w trakcie, gdy opiekuje się grupą studentów. Powinien być tego dnia pielęgniarką dodatkową, która wraz ze studentami, ma pod swoją opieką tylko część pacjentów. Wtedy, rzeczywiście, studenci wraz z opiekunem będą dodatkową pomocą dla pozostałych pielęgniarek, a nie dodatkowym balastem. A wówczas o pozytywny stosunek do praktykantów już nie trzeba się będzie martwić. No dobrze, wracając jednak do samego przykładu – podsumowując, co konkretnie pielęgniarka zrobiła źle?

Przede wszystkim nie wolno okazywać zniecierpliwienia, wzdychając czy przystępując z nogi na nogę. Należy też unikać sarkastycznych uwag typu: „Nie mamy całego dnia na stanie i patrzenie się na siebie.” Nie można kazać komuś kłuć tam, gdzie ktoś nie widzi ani nie czuje żyły (nawet, jeśli samemu widzi się ją doskonale), a potem obarczać go winą za własne niepowodzenie.


Jak zatem mogłaby wyglądać inaczej ta sytuacja? Spójrz na poniższy przykład:



Mam nadzieję, że ten artykuł będzie dla wielu uczelni, placówek medycznych oraz dla samych pielęgniarek inspiracją do wprowadzenia proponowanych zmian w organizacji praktyk i zwiększy świadomość wielu osób, że destruktywna krytyka może zrazić studentów do wykonywania tego zawodu, a tego przecież, chociażby ze względu na przerażające statystyki, mówiące o niedoborze w niedalekiej przyszłości tak wielu pielęgniarek, nie chcemy.

Ten artykuł został napisany we współpracy z mgr Moniką Kuligą. Zarówno ten oraz inne artykuły związane z pracą, edukacją i problemami nurtującymi pielęgniarki, można znaleźć na jej autorskim blogu - www.biznurse.pl Gorąco polecamy!

POBIERZ PLIK W PDF TUTAJ

czwartek, 7 listopada 2013

Nauczyciel Motywujący

Zanim alpinista zdobędzie upragniony szczyt, musi stoczyć ogromną walkę. Nie wspomnę nawet o długim czasie przygotowań do takiej wyprawy. Każdy krok do przodu naznaczony jest ogromem wytrwałości, bólu i pokonywania przeciwności. Ale gdy już doczeka się finału swej pracy, przepełnia go zachwyt. Uczucie nie do opisania. Widok ze szczytu, zapierający dech w piersiach. Czy czeka na niego następna góra do zdobycia?

Zdwojona siła pasji i powołania

Pielęgniarka czy Pielęgniarz muszą czuć pasję i powołanie. Natomiast Pielęgniarka-Nauczyciel czy Pielęgniarz-Nauczyciel muszą czuć pasję i powołanie do tego, co robią ze zdwojoną siłą. Potrafią zarazić swoim entuzjazmem, z niesamowitą energią wykładać dany przedmiot, budzić w nas ciekawość i chęć do pogłębiania wiedzy. Są to Nauczyciele, którzy mówiąc o Pielęgniarstwie używają słów: „sztuka”, „misja”, „powołanie”, „prestiż”. Przekazują wiedzę w sposób interesujący, innowacyjny, budzą w studentach „głód wiedzy”. Aż chce się słuchać. Co więcej, student, który widzi zaangażowanie Nauczyciela, sam się angażuje. Student, który jest doceniany, chwalony i wie, że idzie w dobrym kierunku, sam się motywuje do działania.

Arsenał 

Jest jedna podstawowa zasada dotycząca Nauczycieli motywujących. Oni mają odpowiedni arsenał zachęt, wsparcia, chęci i cierpliwości by mobilizować swych uczniów. Nauczyciele Ci:
  • nie powiedzą, że wybrałeś sobie zbyt wysoki szczyt, ponieważ wiedzą, że to szczyt TWOICH marzeń
  • pomogą Ci wgłębić się w temat, który Cię interesuje – pomogą obrać Ci KIERUNEK
  • wiedzą, że nic nie jest dziełem PRZYPADKU
  • poświęcą Ci swój CZAS, bo wiedzą, że to inwestycja w rozwój NAUKI
Znany psycholog, Pan Jacek Walkiewicz powiedział niedawno, że „pasja rodzi profesjonalizm, profesjonalizm daje jakość, jakość to jest luksus w życiu”. Jeżeli więc, Nauczyciele zarażą nas swoją pasją to profesjonalizm w naszym zawodzie rodzić się będzie naturalnie. 

Zanim Student zdobędzie upragniony szczyt swych marzeń, musi stoczyć ogromną walkę. O długim czasie przygotowań do takiej wyprawy po świecie rozwoju naukowego nawet nie wspomnę. Każdy krok do przodu naznaczony jest ogromem wytrwałości, bólu, pokonywania przeciwności. Ale kiedy już doczeka się finału, przepełnia go zachwyt. Uczucie nie do opisania. Widok osiągniętych celów, zapiera dech w piersiach. Jeszcze większa radość i duma ogarnia kogoś kto przez wszystkie miesiące i lata trudu popychał go do przodu. Ktoś kto wspierał, pomagał, poprawiał, ukierunkowywał, konstruktywnie krytykował, chwalił, walczył razem z nim. Wprowadził w świat zdobywania szczytów - Nauczyciel.

POBIERZ W PDF TUTAJ

poniedziałek, 4 listopada 2013

Nauczyciel Demotywujący

Pewien człowiek mieszkający od 3 lat na bezludnej wyspie, co noc odbywał pewien rytuał. Od dnia, w którym się na niej znalazł rozpalał ognisko. Marzył, że pewnego dnia ktoś zauważy z oddali dym, płomienie i zabierze go do rodziny, do domu. Każdego dnia musiał najpierw uzbierać odpowiednią ilość drewna aby najpierw wskrzesić a następnie utrzymać ogień. Tajemnica bowiem tkwi w tym, że aby ognisko nie zagasło trzeba ciągle dokładać drzewa. Pewnej nocy mężczyzna tego nie dopilnował. Drewno się wypaliło. Przepływający statek nie zauważył ani dymu, ani ognia. Mężczyzna stracił szansę na spełnienie marzenia. 

O co nam chodzi...

W skrócie i na przykładzie z życia powiem, że (może to brutalnie zabawne) bardziej do pracy motywuje mnie mrówka, która jest w stanie unieść ciężar ważący 30 razy więcej niż ona sama, niż Nauczyciel, który odbębnia swoje zajęcia. Pielęgniarstwo to piękny zawód, niosący ze sobą powołanie, rodzaj misji. Zawód ciężki, wymagający, ale jakże satysfakcjonujący. Jeśli chodzi o dzisiejsze refleksje dotyczące nauczycieli akademickich, z pewnością można powiedzieć, że jest to ciężki orzech do zgryzienia. Tym bardziej, że nikogo nie chcemy obrażać. Pomysł poruszenia tego tematu jednak wpadł mi do głowy, gdy rozmawiając ze swoją koleżanką usłyszałam, że często ma ona jakieś konkretne zainteresowania czy pomysły na realizację siebie w Pielęgniarstwie, a kiedy już pójdzie na zajęcia - żałuje, że w ogóle wybrała te studia i zastanawia się co na nich robi. Nie wiem, czy celem niektórych nauczycieli akademickich jest maksymalna demotywacja studentów (odnośnie wszystkiego: wyboru kierunku, realizacji, spełniania się, kontynuacji kształcenia) ale jeśli tak, to w kategorii SKUTECZNOŚĆ powinni postawić sobie ocenę celującą.

Student 

Jak czuje się student, kiedy słyszy po raz kolejny z ust Magistra Pielęgniarstwa lub kogoś ze stopniem Doktora, że marnuje sobie życie wybierając pielęgniarstwo? Albo, że nikt nas nie doceni, że nikt nie jest w stanie zmienić postrzegania pielęgniarek jako „personelu niższego”? Rekordy bije wypowiedź, że zajęcia z „Pielęgniarstwem” są karą ponieważ kierunek ten jest żałosny w przeciwieństwie do lekarskiego, fizjoterapii… Nie zgadzam się z tym w 100%. I jestem przekonana, że koleżanki i koledzy również nie podzielają tego zdania.


Paradoks przedmiotowego traktowania studentów

Paradoks polega na tym, że większość nauczycieli akademickich na Wydziale Pielęgniarstwa sama studiowała ten kierunek. Co więcej, bardzo często też mają oni stopień Doktora. Dociekając więc „dlaczego niektórzy nauczyciele zachowują się tak a nie inaczej”, ciężko jest mówić o niespełnieniu zawodowym, jeśli ktoś poświęca minimum 9 lat na dokształcenie w zakresie Pielęgniarstwa, ma możliwość należeć do kadry akademickiej czy też pisze prace naukowe. Czym są więc spowodowane niektóre uwagi padające w stronę studentów? Oczywiście można mówić o nieprzygotowaniu do zajęć lub braku zainteresowaniem przedmiotem. Ale tak naprawdę, czy zamiast złościć się na uczniów nie lepiej zapytać siebie dlaczego tak jest? Czym to jest spowodowane? Nie udawajmy, że w historii kształcenia wspaniałym nauczycielom beznadziejnych przedmiotów, udawało się świetnie współpracować z uczniami. Rzeczywistość jest taka, że jeśli ktoś przychodzi na zajęcia, wygłosi co ma wygłosić a raczej wyświetli slajdy, następnie w ramach zaliczenia każe przygotować prezentację i po przedmiocie, to tak naprawdę to jest obopólnie stracony czas.

„w nocy o północy ktoś do mnie dzwoni i umiem to powiedzieć”

Uśmiecham się nawet do monitora pisząc frazę powyżej. Gdybym mogła zebrać ze wszystkich przedmiotów takie zagadnienia, które powinnam umieć w nocy o północy musiałabym chyba wydzielić odrębną półkę w szafie. Chociaż przede mną jeszcze 1 rok studiów magisterskich, dla bezpieczeństwa lepiej wydzielić całą szafę. O co mi chodzi? Chodzi o to, że jeśli mam wspaniały przywilej nauczyć się czegoś na 1 roku studiów, czegoś w rodzaju „koło tętnicze Willisa jest to układ tętnic zaopatrujących mózgowie, leżących na jego podstawie. Ułożenie tętnic mózgu w koło tętnicze przeciwdziała niedokrwieniu mózgowia, ponieważ nawet w przypadku zwężenia lub zatoru jednej z nich krew nadal jest rozprowadzana dzięki pozostałym naczyniom.” to po 2,5 roku nieużywania takiej informacji - nie zapamiętam tego. Oczywiście, nauczyciel akademicki pamięta to w nocy o północy ponieważ rok w rok powtarza to setki razy każdej z grup. Drogi uczniu! Spróbuj takiej ważnej reguły nie wiedzieć, a zostaniesz zmieszany z błotem.

Podsumowując

  • Czy wszyscy mają dar nauczania?
  • Czy jeśli ktoś w prywatnym życiu nie potrafi przejawiać cech charakteru, ułatwiających kontakt z człowiekiem, to czy powinien zostawać Pielęgniarzem/Pielęgniarką?
  • Czy jeśli ktoś w prywatnym życiu nie potrafi przejawiać cech charakteru, ułatwiających kontakt z człowiekiem, to czy powinien zostawać Nauczycielem?
  • Czy jeśli ktoś nie kocha swojej pracy i nie ma szacunku do ludzi, to czy powinien marnować swój i ich czas?

Pewien student Pielęgniarstwa, który od 3 lat studiował ten kierunek na uniwersytecie Medycznym, codziennie odbywał pewien rytuał. Od dnia, w którym się na tej uczelni znalazł rozpalał w sobie pragnienie zrobienia w Pielęgniarstwie czegoś więcej. Marzył, że pewnego dnia ktoś zauważy w nim materiał do oszlifowania i poprowadzi w odpowiednim kierunku. Każdego dnia musiał najpierw uzbierać odpowiednią ilość wiedzy aby móc wskrzesić, a następnie utrzymać realizację celów. Tajemnica bowiem tkwi w tym, że aby mobilizacja nie zagasła trzeba ciągle dokładać chęci, dobrych rad i wsparcia. Pewnego dnia pewien nauczyciel akademicki nie dopilnował swych obowiązków. Miłość do zawodu się wypaliła. Nikt nie zauważył ani studenckiego zapału, ani ognia motywacji. Student stracił szansę na spełnienie marzenia.

POBIERZ W PDF TUTAJ

środa, 30 października 2013

Bycie pielęgniarką a pierwsza śmierć pacjenta

2500 lat temu Seneka stwierdził: Śmierć nie jest złem, a jedynie prawem obowiązującym cały rodzaj ludzki”. Tym samym pokazał on iż śmierć należy akceptować tak samo jak obowiązujące nas prawa. Każdy z nas zgodzi się, że upuszczona książka spadnie na ziemię – prawo powszechnego ciążenia. Jednak spośród wielu książek ustawionych na półce to my możemy wybrać, która upadnie albo też możemy ją zatrzymać gdy spada. Dlatego właśnie zaakceptowanie prawa śmierci już nie przychodzi nam tak łatwo jak rozumienie istoty prawa grawitacji. W przypadku śmierci - obowiązuje ona nas wszystkich – nie wybranych a procesu umierania zatrzymać się nie da.


Oddział XXX 

Poniedziałek, Godzina 7.00

3/5 zgonów w Polsce przypada na oddział XXX” - tym miłym akcentem zostałyśmy powitane przez Oddziałową. Wielkie emocje? Oczywiście, że tak ! Toaleta pośmiertna – to coś co zawsze chciałam zobaczyć. Zastanawiałam się jakie zmiany zachodzą w ciele człowieka tuż po jego śmierci, jakie czynności wykonuje pielęgniarka, jak zachowuje się wtedy personel medyczny? Pomyślałam więc, że spotka mnie niesamowite doświadczenie.

Poniedziałek, Godzina 8.00
Pora śniadania

Sala numer 8. „To dla tego Pana pod oknem! Idź go nakarm. Tylko pamiętaj, że musisz co jakiś czas go budzić, ponieważ potrafi zasypiać podczas jedzenia. Herbata w czerwonym kubku już stoi”. Wykonałam posłusznie polecenie sanitariuszki – Pan spod okna – Pan Stanisław spał spokojnie przewrócony na lewym boku. „Panie Stanisławie! Budzimy się – śniadanko!” - na twarzy pojawił się lekki uśmiech. Pan Stanisław wymamrotał coś dając mi znak, że rozumie co się święci. Niestety z powodu braku współpracy udało mu się skonsumować tylko pół kanapki. „Oj Panie Stanisławie nieładnie, taka sympatyczna dziewczyna przyszła Panu dać śniadanie, a Pan nie chce jeść?” - krzyknęła Pani Pielęgniarka. „Pan jest w stanie terminalnym, nie przejmuj się. Daj mu tyle ile da radę zjeść”. Tak też zrobiłam.

Poniedziałek, Godzina 12.00 Glikemia

Wybierałam palec do ukłucia – wtedy pierwszy raz Pan Stanisław złapał mnie za rękę, zapytałam więc „Panie Stanisławie co się dzieje, czego Pan potrzebuje?” Ale on tylko patrzył, nie próbował nawet nic powiedzieć. Pomyślałam, że pewnie chce aby ktoś był przy nim. Zmierzyłam cukier pozostałym pacjentom i postanowiłam powrócić do Pana spod okna. Spał, usiadłam więc i zatapiając wzrok w jesiennych pejzażach przypomniałam sobie teorię dotyczącą godnego umierania. Wtedy ogarnął mnie lęk i zaczęłam zastanawiać się czy dobrze robię – nie jestem przecież rodziną. Dlaczego mam czuwać przy pacjencie, skoro na oddziale jest tyle pracy do zrobienia?! Tak robią pielęgniarki tylko w filmach. Dochodziła już 15 - czas wracać do domu.

Wtorek, Godzina 8.00 
Pora śniadania

„To dla Pana pod oknem! Idź Go nakarm. Tylko pamiętaj, że...” „... że muszę co jakiś czas go budzić, ponieważ potrafi zasypiać podczas jedzenia – tak, tak wiem to Pan Stanisław, my się już dobrze znamy” - przerwałam sanitariuszce. „Witam Panie Stanisławie! Kolejny dzień, kolejne wyzwanie – dzisiaj zjemy całą kanapeczkę”. Pan Stanisław uśmiechnął się w duchu, wyraz twarzy nie zmienił się ale w oczach widać było wszystko. Wiem, że na pewno uśmiechnął się w duchu. Tak jak postanowiłam - cała kanapka została zjedzona. „Ja tu widzę poprawę, nie terminal” – pomyślałam.

Wtorek, Godzina 11.00

Toaleta

Jesteśmy z Panem Stanisławem po śniadaniu, cukier zmierzony. Skoro wszystko nam tak gładko poszło to może wykonam poranną toaletę? Zasady higieny osobistej pomagają utrzymać nasze ciało w czystości i dzięki temu zapobiegają wielu chorobom.

Godzina 12.00

Pan Stanisław śpi. Włosy pięknie zaczesane na bok. Skóra nawilżona i pachnąca. Pacjent trzymał mnie lekko za rękę. Znów patrzyłam w okno, a po chwili zapominałam, która ręka jest moja. Zapomniałam, że są dwie, nie jedna. Pomyślałam – jutro na pewno damy radę zjeść 1,5 kanapki !

Środa, Godzina 8.00
Pora śniadania

Sala numer 8. Łóżko pod oknem było puste. „Musieli przenieść Pana Stanisława na inną salę, tam gdzie nie ma intensywniej opieki. Przecież wczoraj zjadł aż 1 całą kanapkę”. Nie było go. Wróciłam jeszcze raz na ósemkę – łóżko było pościelone, czerwony kubek stał. Odwróciłam się w prawą stronę. Jakaś kobieta płakała, zaraz, zaraz przecież to córka Pana Stanisława. Stanęłam bez ruchu, poczułam pustkę, lęk. Co mogłam jej powiedzieć? Jak się zachować? Wiedziałam wtedy jedno – nie chcę toalety pośmiertnej. Nie chcę śmierci w praktyce. Nie chcę wiedzieć jak człowiek wygląda tuż po śmierci i najważniejsze – nie chcę wiedzieć jak zachowuje się personel medyczny. Pojawiło się pytanie – jak mam się zachować? Poczułam pustkę.

Na zajęciach wiele mówi się o tym, co przeżywa rodzina podczas choroby pacjenta i co może czuć po jego śmierci. Posiadamy wiedzę na temat odpowiednich zachowaniach i reakcji. Ale gdy przychodzi zmierzyć się z rzeczywistością: Jak teorię zamienić w praktykę? Jak ogrom teorii zastosować w działaniu? Jak komunikować się z pacjentem i jego rodziną? Na początku śmierć- nieodzowna część życia, musi stać się obowiązującym nas prawem. Stanie się tak, gdy tylko ją zaakceptujemy. Zgodę na śmierć trzeba w sobie wypracować. Proces ten nie jest łatwy, ale konieczny! Inaczej nie będziemy mogli prawdziwie i profesjonalnie zaopiekować się umierającym pacjentem.

POBIERZ W PDF TUTAJ



sobota, 26 października 2013

Siostro, powiadasz...

Podobno wielką tajemnicą bałaganu
i nieporządku jest to, że nie odkładamy rzeczy na swoje miejsce. Wystarczy to robić oraz regularnie panować nad takimi zjawiskami jak kurz czy zabrudzenia i porządek w domu gwarantowany! Receptą na uporządkowane mieszkanie jest więc zmiana nawyków. Takich jak nieodkładanie rzeczy na miejsce czy nieprzecieranie nieznośnego kurzu, który osadza się co jakiś czas.

A lekarze to to, a lekarze to tamto ...

Wiele razy zdarzyło się nam usłyszeć: „Lekarze ciężej i dłużej się uczą, więc to zrozumiałe, że nikt nie pomyśli nawet, żeby powiedzieć do nich inaczej niż „Panie Doktorze”. Dla ścisłości „doktor” to stopień naukowy a nie interpretacja skrótu lek. med. Bardzo często też na naszych praktykach spotkaliśmy się ze zjawiskiem, że prowadzący zajęcia Lekarze zwracali się do swoich podopiecznych z II roku studiów lekarskich zwrotem „Pani Doktor”, „Panie Doktorze”. W gabinecie lekarskim często można usłyszeć „Zdzichu daj spokój z tym czy tamtym, lepiej wykonać to badanie”, a na obchodzie nagle „Panie Doktorze zalecałbym raczej wykonanie tego badania”. Różnie można to skomentować. Ci bardziej uszczypliwi powiedzą: „Lekarzom się w głowach poprzewracało, że nawet do studentów już mówią jakby byli nie wiadomo kim!”, „Na wizycie robią pokazówkę”, „Pewnie - jak tak to 'ależ Pani doktor, ależ Panie doktorze', tytuły za tytułami a przyjaźnią się przecież wiele lat, więc po co robić szopkę”. Bez względu na to ile można rozmawiać czy pisać o stosunkach między Lekarzami i czepiać się ich o wszystko, Pielęgniarki powinny się zastanowić:

  • Jak zwracam się do moich koleżanek z pracy?
  • Jak zwracam się do studentów?
  • Czy jeśli posiadam tytuł magistra, wymagam aby zwracano się do mnie "Pani Magister"?
  • Czy tytuł „siostro” pomniejsza rangę naszego zawodu?
  • Czy tytuł „Pani Magister” podwyższa rangę naszego zawodu?

„Bożenko” czy „Pani Magister”?

Czy Ty Droga Czytelniczko nie chciałabyś aby Twój czas poświęcony na 5-letnie studia oraz wiedzę jaką sobie na nich przyswoiłaś zostały docenione? Zapewne część nie ma z tym problemu i ma do tego prawo, a część ma i również ma do tego prawo. A może myślisz sobie „A na co mi to potrzebne, nie będę robiła z siebie bufona”. Bufona? To nie walka o laury i kłanianie się nam na korytarzach. Bardziej o szacunek i zrozumienie. Być może i teraz zawód ten kojarzy się źle ale kiedyś miejsce obecnych Pielęgniarek z długim stażem zajmą te, kształcone tylko na uczelniach wyższych. Większość z nich, chce aby ich wysiłek został doceniony poprzez traktowanie ich jak profesjonalistki. Farmaceuci nie mają z tym problemu. Inżynierowie także nie mają z tym problemu. Z obserwacji wynika, że Pielęgniarki dużo o tym mówią ale mało robią we własnych środowiskach. Nasz zawód to profesja. My jesteśmy profesjonalistkami. Dopóki Pielęgniarki same tego nie zrozumieją i dopóki nie będą w 100% przekonane o swojej OGROMNEJ wartości – nikt nie będzie o tym przekonany. Ani pacjenci, ani lekarze, ani inni pracownicy szpitala.

Studenci


Drogie Pielęgniarki! Jesteście tak różne jak i różne są grupy studentów trafiające na Wasze oddziały. Pacjenci natomiast stają się coraz bardziej świadomi wszystkiego, co się wokół nich dzieje. Obserwują Was. Widzą jak Lekarze traktują Lekarzy i przyszłych Lekarzy. Także jak Pielęgniarki traktują Pielęgniarki i przyszłe Pielęgniarki. Z którą sytuacją Wy Studenci obserwując zespoły terapeutyczne stykacie się najczęściej?

Lekarz: Siostro, czy pacjent z 7 pojechał na USG?
Pielęgniarka: Tak Bracie, pojechał.

Lekarz: Pani Bożenko, czy pacjent z 7 pojechał na USG?
Pielęgniarka: Tak, panie Tadziu, pojechał.

Lekarz: Proszę Pani, czy pacjent z 7 pojechał na USG?
Pielęgniarka: Tak, proszę Pana.

Lekarz: Pani Magister, czy pacjent z 7 pojechał na USG?
Pielęgniarka: Tak, Panie Doktorze.

Ranga zawodu


Nie oszukując się - za jakieś 20 czy 30 lat, na oddziałach będą pracowały już tylko Pielęgniarki kształcące się na Uczelniach Wyższych. Biorąc pod uwagę opinię moich koleżanek i kolegów z roku (I rok studiów magisterskich) chcieliby oni żeby właśnie zwracać się do nich „Pani Magister/Panie Magistrze”. Dlaczego? „Biorąc pod uwagę, że to lekkie studia nie są, fajnie by było gdyby ludzie w końcu wiedzieli, że pielęgniarstwo 'się studiuje'. Aczkolwiek jeśli pacjent powie do mnie 'siostro', to go za to nie skrzyczę. Ale gdyby lekarz się do mnie tak zwrócił, to bym mu odpowiedziała 'bracie'. Z jednej strony to pewnego rodzaju utarty zwrot a z drugiej - dobrze jest czasem łamać pewne stereotypy. Ciekawie byłoby przeprowadzić taką ankietę wśród 'zwykłych ludzi', nie związanych z branżą medyczną”. Może w końcu o grupie zawodowej Pielęgniarek nie myślano by „grupa zawodowa sióstr” ale „grupa zawodowa profesjonalistów, ze stopniami zawodowymi”. Ludzie w końcu by dostrzegli, że żeby zostać Pielęgniarką nie wystarczy pójść, złożyć CV i na tym koniec. Trzeba mieć ukończone studia wyższe i mieć odpowiednią wiedzę, tak aby opiekować się człowiekiem w profesjonalny sposób. Dziś to może abstrakcja... Ale zawsze kiedy wspomina się o reformach (nawet tych maleńkich) mówi się też, że to abstrakcja... 30 lat później, dzieci uczą się o tym na historii. Dziś nam - Pielęgniarki opowiadają jak to jeszcze kiedyś żeby coś odkazić trzeba było gotować to w garnkach. Słuchamy tego z niedowierzaniem. Być może kiedyś to my będziemy opowiadać młodym kolegom z zawodu, jak oczyściłyśmy wizerunek zawodu Pielęgniarki w Polsce, walczyłyśmy o uwagę dla zdobytego wykształcenia.

Pacjenci

Nie powinniśmy w pierwszym stopniu skupić się na pacjentach – oni bowiem uczą się z obserwacji. Wizerunek zdobywa się latami. Pacjenci widzą, że Lekarze wyręczają się Pielęgniarkami. Przez to sami też tak postępują. Co robi pacjent, kiedy szuka Lekarza Kowalskiego? Idzie do dyżurki Pielęgniarek i pyta „Przepraszam, gdzie jest doktor Kowalski?”. A co robi Pielęgniarka? Bierze odpowiedzialność na siebie „Proszę zobaczyć w Gabinecie nr 2”, „Gdzieś wyszedł zaraz, powinien wrócić, powiem, że Pan szukał” itd. itd. Czy któraś z Was Drogie Koleżanki spotkała się z sytuacją aby pacjent pukał do gabinetu lekarskiego i pytał „ Przepraszam, szukam Pani Pielęgniarki Kowalskiej, gdzie ona jest”? My też nie...


W uporządkowanym świecie zawodowym wyglądałoby to po prostu tak, że do osób ze stopniami naukowymi czy tytułami zawodowymi, zwracamy się tak jak są wykształceni, a do osób bez "mgr" lub "dr" przed nazwiskiem po prostu „Pani, Pan”. Ale nasz świat nie jest uporządkowany. Staramy się oczyścić nasz wizerunek, a jednak nie wycieramy kurzu, który co jakiś czas się na nim osadza. Ale tak jak porządki w domu zaczynamy od zamiany przyzwyczajeń np. odkładania wszystkiego co weźmiemy na miejsce, tak i porządki w naszym świecie zawodowym powinniśmy zacząć od nas samych – od zmiany własnych nawyków.

POBIERZ W PDF TUTAJ